Malezyjczyków z Storming Steels poznałem za sprawą najnowszego splitu „Unholy Thrashing Savage”. Teraz popełnimy jednak mały pleonazm i cofniemy się wstecz, do ich debiutu – „Aggression Thrashing Fist”.
Na rzeczony krążek składa się jedenaście kompozycji. Oczywiście utrzymanych w thrash/speed metalowym stylu. Cóż o niej można więcej powiedzieć? To samo, co o każdym zespole z nurtu retro – że ich muzyka przeznaczona jest tylko dla uwielbiających właśnie takie granie, dla tych, którzy bez wczesnych nieokrzesanych płyt Sodom, Destruction, Piledriver, Razor, Slayer – inspiracji słychać u Storming Steels wiele, zbyt wiele, by tracić cenne miejsce w internecie na ich wyliczanie (nota bene, na Metal Archives jest recenzja, w której autor wylicza te same zespoły – zbieżność zapewne nie przypadkowa, lecz też nie zamierzona). Jako, że „Aggression Thrashing Fist” to czyste i pieprzone retro granie, spodziewanie się z mojej strony spustu godnego Rona Jeremy’ego. Zaskoczę Was. Ten krążek po prostu jest dobry, ale jakoś nie rzuca na kolana. Drażni mnie głównie wokal gardłowego o ksywie Deathrash Blasphemies (przyznam, jego ksywa też mnie drażni, hehe), który chwilowo wyciąga takie „góry”, że zęby bolą. Gdy mi zdarzyło się tak zapiać w tłumie na koncercie Motörhead, to Marian mnie wyśmiał. I teraz słyszę, że miał prawo. I czasem niestety gubię się, czy krążek się kończy czy może dopiero zaczyna – jakby kapela niekiedy traciła pomysł na utwór, a przez to i umykało gdzieś agresywne pierdolnięcie, które winno cechować tą muzykę. Ale pomimo tych wad, debiut Storming Steels wypada całkiem w porządku, by zapuścić go raz na jakiś czas.
Zwłaszcza, że dostajemy tutaj poprawną dawkę speedowego thrash metalu. Na dłuższą metę zbyt jednostajną, na krótkie odsłuchanie jednak całkiem znośną. A już na pewno dla oldskulowców.
Ocena: 6,5/10
Tracklist:




