Dawno nie recenzowałem żadnej dobrej stonerowo – doomowej płyty, która jakoś na dłużej zostałaby ze mną. Ale jakiś czas temu trafił się materiał stołecznego Smoke Rites, który może zmienić ten stan rzeczy.
„Eager Eyes of Talion” jest bowiem bardzo solidną propozycją jeśli mówimy o tej niszy. Rzekłbym, że mocno osadzoną w klasyce i standardach muzyki tego typu, co mnie osobiście cieszy. Siłą tej płyty są wolne i grube riffy, tworzące dobry klimat, pełen oparów wiadomo jakich substancji – choć tekstowo na tym krążku chyba poruszają szersze spektrum tematów niż tylko palenie. Wracając jednak do muzyki – te osiem numerów płynie sobie i oplata słuchacza zwolna swoimi mackami. Są jednak pewne wyjątki – taki „Death is a Five” chociażby, z gościnnym udziałem pani Moniki na wokalach, co wprowadza dodatkowo niezły smaczek oraz – szybkim fragmentem pod koniec utworu, gdzie napierdalanie nagle wyrywa ze stuporu słuchacza.
Takich „odstępstw” nie ma tutaj raczej wiele, bo jak wspomniałem całe „Eager Eyes of Talion” trzyma się kanonów stonerowych. Sama produkcja zaś jest mimo wszystko dość surowa, ale to nadaje jej chyba tylko raczej specyficznego uroku. Co ważne – płyty słucha się dobrze, a poszczególne numery przyjemnie bujają. Czy potrzebuję czegoś więcej? W zasadzie nie. Czy zostanie ze mną ten krążek dłużej? Jest możliwym. Czy polecę go? Owszem, szczególnie że Smoke Rites zasługuje na szersze poznanie i szansę ze strony słuchaczy.
Aha, okładka niech Was nie zmyli, bo ja początkowo doszukiwałem się po niej jakichś śladów grindowego łupania. Tych nie znajdziecie.
https://www.facebook.com/SmokeRites





