Wydawca: Emanzipation Records
Shiny Daggers – cóż za nazwa, szkoda, że nie Icy Shiny Daggers, można by było podejrzewać, że to jakiś side project Roba z Graveland. Ale nie – kapela pochodzi ze Skandynawii a to ich pierwszy materiał.
Na „Devil Inside” znajdziemy tylko dwie kompozycje utrzymane w black/thrash metalowym stylu. Gdzie thrash metal jest w dość mocnej przewadze. Powiedziałem dość mocnej? Kurwa, Shiny Daggers brzmią jakby dzisiejszy Kreator chciał kopiować dzisiejszy Immortal. Nie brzmi Wam to najlepiej? No mnie niestety też nie, ale taka prawda. Te dwa numery naprawdę brzmią jak riffy zerżnięte z „Enemy of God” i obleczone w lekko black metalowe brzmienie. Notka promocyjna mówi, że ta muzyka przedstawia nam świat nieświętego nordyckiego metalu. No jeśli nordycki metal wykuwa się w Essen to ja dziękuję za taki nordycki metal. Ja lubię zrzynanie z innych kapel, ale niech to ma ręce i nogi. Shiny Daggers jakoś do mnie nie trafia. No nawet ta nazwa taka głupkowata. Całość trwa siedem minut i to chyba jedyny plus tego materiału – jest krótki i można go szybko wyłączyć. Bo poznać to go można już po pierwszym odsłuchu, więc po co się męczyć więcej. No chyba, że ktoś przepada za takim wcieleniem Kreatora, a potem będą mówili, że oni lubią taki black metal bo thrashowy jest. Mnie się to raczej nie podoba i raczej się nie spodoba. A już totalnie śmieszy mnie notka promocyjna, że ta siódemka wkrótce będzie kultowa. Pierdolę takie kulty – z drugiej strony seria „Listy do M.” też jest ponoć kultowa, więc chuj wie.
No, a wracając do Shiny Daggers, szkoda Waszego czasu. Mdły thrash/black metal, który starcza dosłownie na jeden odsłuch.
Ocena: 5/10
Tracklist:
01. Master Killer
02. Necro




