Skip to main content

Severe Torture to zespół, do którego mam duży sentyment, bo lubię ich od debiutanckiego albumu, a sam zespół poznałęm wcześniej niż niektóe, bardziej kultowe nazwy. Taki już był los dzieciaka bez internetu. Ucieszył mnie więc fakt, że wrócili po tylu latach. A dodatkowo – że wrócili z tak mocnym albumem jak „Torn from the Jaws of Death”.

O.: To prawie czternaście lat (tak jak w piosence Guns N’ Roses, haha!) między „Torn from the Jaws of Death” a waszym poprzednim albumem. Niektórzy ludzie pewnie stracili nadzieję, że usłyszą coś nowego od Severe Torture. Więc – czy tytuł ma jakieś symboliczne znaczenie i chcecie pokazać wszystkim maniakom tam na zewnątrz „hej, wciąż tu jesteśmy, wciąż nieumarli!”?

Tak, to nasze Chinese Democracy, haha! Szczerze mówiąc, tytuł nie był zamierzony, ale rzeczywiście można go tak interpretować! Wciąż tu jesteśmy i właśnie wydaliśmy nasz najlepszy album! Mam nadzieję, że nie wszyscy nas skreślili i sprawdzą nasz nowy materiał.

O.: Ok, więc – dlaczego zajęło wam to tak długo, aby nagrać nowy album? Jak pamiętam, byliście wciąż aktywni, mniej czy bardziej, przez ostatnie kilka lat… Graliście koncerty, prowadziliście fanpage itp… Więc dlaczego taka kreatywna impotencja? Czy myślisz, że wszystko poszłoby szybciej, gdyby nie odejście Setha?

Cóż, nagranie nie zajęło tak dużo czasu, ale po wydaniu 'Slaughtered’ w 2010 roku zaczęliśmy pisać nowy materiał, no i jakoś to po prostu nie wychodziło. Myślę, że mieliśmy wtedy coś w rodzaju kreatywnej impotencji, haha. Wciąż graliśmy dużo koncertów, a po występie na Maryland Deathfest w 2016 roku postanowiliśmy, że dobrze byłoby przestać rezerwować koncerty i na jakiś czas odsunąć zespół na moment na bok. Taka forma przerwy. Po roku Seth opuścił zespół i postanowiliśmy dać sobie jeszcze jedną szansę z nowym perkusistą. Zrekrutowaliśmy Damiena na perkusję w 2018 roku i zaczęliśmy ponownie grać i pisać. Szło nam bardzo dobrze, ale potem nadeszła pandemia COVID-19 i wszystko się przedłużyło z tego powodu. Zdecydowaliśmy się również najpierw wydać EP, co również zajęło trochę czasu.

O.: Severe Torture nie jest znane z wielu zmian w składzie, dosłownie kilku członków, poza obecnymi muzykami, grało wcześniej w Severe Torture. A zespół ma prawie trzydzieści lat, więc jaki jest wasz sekret, że jesteście w zespole tak długo i nie pozabijaliście się jak inne zespoły, haha?

Tak, myślę, że mamy tylko 2 lub 3 byłych członków, a jeśli weźmie się pod uwagę tylko nasze oficjalne wydania, to tylko Seth został zastąpiony. Nie ma tu żadnych wielkich sekretów, ale myślę, że bardzo szybko zdaliśmy sobie sprawę, że ta muzyka nie uczyni nas bogatymi i powinniśmy robić tylko to, co wszyscy chcemy robić i czerpać z tego radość. W naszych wczesnych latach dużo koncertowaliśmy, ale gdybyśmy to kontynuowali, prawdopodobnie byśmy już nie istnieli. Wszystko polega na równowadze, jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, ale każdy z nas ma swoje życie poza zespołem i to jest idealne.

O.: Jak już wspomniałeś – dwa lata temu wydaliście „Fisting the Sockets”, całkiem niezłą EP-kę. Nie jesteście zespołem, który często wydaje EP-ki, więc – czy to było coś w rodzaju sprawdzenia waszej kondycji jako zespołu, z nowym perkusistą? Gdybyście nie byli zadowoleni po tym – czy „Torn from the Jaws of Death” byłby faktem?

Tak, to było w latach 2021/2022 i mieliśmy wystarczająco dużo piosenek na pełny album, ale spodziewaliśmy się, że nagranie ich wszystkich zajmie za dużo czasu, więc uznaliśmy, że szybszym i ładnym powrotem będzie szybkie wydanie EP-ki z trzema utworami. Była to również dobra okazja, aby sprawdzić nagrywanie w studio naszego perkusisty i miksowanie przez Mendela, który również zmiksował album. Wyszło to naprawdę dobrze i od razu po tym zaczęliśmy nagrywać resztę piosenek. Nie sądzę, żebyśmy się poddali, gdyby to nie wyszło, ponieważ wiedzieliśmy, że mamy dobry materiał i prawdopodobnie znaleźlibyśmy inny sposób, aby go nagrać. Na szczęście tak się nie stało.

O.: I bardzo dobrze. Cóż, gdy słucham waszego nadchodzącego albumu (ponieważ gdy piszę te pytania, „Torn from the Jaws of Death” jeszcze nie został wydany) i porównuję go do poprzedniego, myślę, że to wciąż dobry stary Severe Torture – brutalny i chory na bardzo wysokim poziomie. Więc, nieważne ile lat minęło, Severe Torture ma ten sam głód grania death metalu?

Nie zmieniliśmy nic i po prostu piszemy to, co piszemy. Dzięki nowemu perkusiście mieliśmy dodatkową energię, by grać szybciej, ale wciąż uwielbiamy łączyć szybkie i wolne tempo. W porównaniu do „Slaughtered” nowy album jest trochę bardziej agresywny i szybszy, co jest dobre, pokazuje gdzie teraz jesteśmy i że wciąż nie zwolniliśmy tempa. Mamy ten sam głód muzyki co dwadzieścia pięć lat temu!

O.: To zdecydowanie czuć. Dla mnie Severe Torture to zespół, który jest jak most między klasycznymi zespołami a dzisiejszą sceną. Zespół powstał po rozkwicie gatunku, ale wzięliście z niego to, co najlepsze, zwłaszcza z amerykańskiego death metalu i pokazujecie dzisiejszym słuchaczom, że wciąż macie ten feeling, podczas gdy wielu prekursorów straciło go gdzieś wiele lat temu. Czy widzicie Severe Torture w ten sam sposób?

Tak, myślę, że widzę to tak samo. Zaczęliśmy w 1997 roku i byliśmy mocno zainspirowani death metalem z początku lat 90. Połączyliśmy to z nowszymi zespołami, które również się pojawiały, takimi jak Deeds of Flesh, Dying Fetus, Cryptopsy itp. Mieliśmy szczęście, że udało nam się wskoczyć na tę drugą falę death metalu i szybko zdobyliśmy renomę. Oczywiście nie można winić zespołów, które są na scenie od ponad 30 lat, że trochę straciły wigor, to całkowicie naturalne. Niemniej jednak uważam, że w takim przypadku prawdopodobnie lepiej jest po prostu przestać.

O.: U Was na szczęście tego nie czuć, nowy album jest naprawdę bardzo dobry. Od samego początku wasza muzyka jest mniej lub bardziej bez większych zmian. To wciąż death metal w stylu Cannibal Corpse czy Suffocation, bez dodawania nowszych elementów. I myślę, że to dobrze, zwłaszcza jeśli słyszę na „Torn from the Jaws of Death”, że po wielu latach po prostu cieszycie się tym, prawda?

Tak, cieszymy się! Wszyscy mamy bardzo szeroki gust muzyczny, ale w Severe Torture staramy się trzymać jak najbliżej death metalu. Oczywiście z biegiem lat dodaliśmy trochę więcej melodii i atmosfery, ale wciąż w ramach death metalowego brzmienia. Więc żadnych czystych wokali, podkładów czy innych bzdur, tylko czysty, autentyczny death metal. I tak, Cannibal Corpse i Suffocation wciąż to robią, więc dlaczego nie my?

O.: I oby jak najdłużej. Co było najtrudniejsze podczas pracy nad „Torn from the Jaws of Death”? Jeśli jest cokolwiek trudnego dla zespołu, który istnieje prawie trzydzieści lat…

Wszystko przebiegło dość gładko, ale wciąż było to dużo pracy. Nagraliśmy wszystko sami i to był pierwszy raz, więc zarządzanie czasem było trochę trudne. Wyznaczyliśmy sobie terminy, ale oczywiście żadnego nie dotrzymaliśmy, haha. Wszyscy mamy zajęte życie poza zespołem, więc całe to planowanie i organizowanie czasem bywało trudne.

O.: Severe Torture jest i było dość popularne w Polsce, graliście tu kilka razy – więc zastanawiam się, czy pamiętacie coś specjalnego z naszego kraju, jakieś pikantne historie, niezapomniane wpadki lub chwalebne wspomnienia? Na przykład mieliście grać na Smash Fest, ale całe wydarzenie zostało odwołane i, o ile wiem, były jakieś niewyjaśnione sprawy między wami a organizatorem – mam nadzieję, że wasze inne wizyty były dla was bardziej udane…

Szczerze mówiąc, nigdy tak naprawdę nie graliśmy w Polsce… Rzeczywiście byliśmy zarezerwowani na Smash Fest, pierwszy dzień był miły, ale drugi dzień, kiedy mieliśmy grać, został odwołany, a organizator uciekł z pieniędzmi, jeśli dobrze pamiętam. Wciąż jest nam winien pieniądze, ale to było jak 300 lat temu, więc już się z tym pogodziliśmy 😉 Ale oczywiście chcielibyśmy zagrać w Polsce, dostaliśmy oferty z Mystic Fest, ale nie mogliśmy się tam dostać w tym roku, może w przyszłym roku.

O.: To coś musiałem popierdolić, ale wydaje mi się, że widziałem Wasze logówki na jakichś starych posterach… No nic, pewnie się jebłem. Widziałem, że właśnie wróciliście z USA, gdzie dzieliliście scenę z Bloodbath, Archgoat i Primordial – naprawdę świetne zespoły, ale dość różne pod względem muzyki. Czy możesz powiedzieć o wspólnych punktach między Severe Torture a nimi, twoim zdaniem.

Tak, właśnie wróciliśmy w poniedziałek i świetnie się bawiliśmy! Najpierw zagraliśmy na Maryland Deathfest, a potem cztery koncerty w Chicago, Seattle, Phoenix i Los Angeles. Rzeczywiście, skład był dość różnorodny, ale wszystkie zespoły są naprawdę dobre w tym, co robią. Myślę, że to był mocny punkt tej trasy – każdego dnia było dużo ludzi, a Los Angeles było wyprzedane. Wspólnym punktem było to, że wszyscy byliśmy starszymi ludźmi z korzeniami metalowymi w latach 80. i 90., żadnych dzieciaków ani młodzieży na trasie, haha.

O.: OK, myślę, że to wszystko na teraz, powiedz jeszcze jedno – jaki album ostatnio kupiłeś i jaki był pierwszy album death metalowy, który kupiłeś?

Ostatni album, który kupiłem, to „Black Medium Current” od Dodheimsgard, dla mnie album roku 2023! Pierwszy album death metalowy, który kupiłem, to „Tomb of the Mutilated”, jeśli dobrze pamiętam. To było ponad 30 lat temu, więc może być też drugi lub trzeci, haha!

O.: Dzięki za wywiad!

Tak, bardzo dziękuję! Kurwa mać!

https://www.facebook.com/severetorture

Oracle
17158 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Skomentuj