Wydawca: Black Team Media
Są kapele, które z niewiadomej przyczyny funkcjonują sobie gdzieś w tle sceny black metalowej. Kapele, które nie mają wielkiej promocji, ich płyty nie są wydawane przez znaczące wytwórnie, a mimo to robią zajebistą robotę.
Taką kapelą jest między innymi Sanctus Hexe. Goście tworzą gdzieś w dzikich ostępach województwa warmijsko- mazurskiego absolutnie zajebisty black metal i po raz kolejny udowodnili to na swojej drugiej płycie „Unholy Cult”. Debiut pamiętam doskonale, choć dopiero niedawno stałem się posiadaczem fizycznej kopii „The Abyss of Ancient Forest”. Do tej pory materiał ten bardzo mi się podoba, choć mam wrażanie, że to na „Unholy Cult” zespół ten naprawdę rozwinął skrzydła. Płyta brzmi świetnie. Utwory są kapitalnie przemyślane, opierają się na riffach tak ostrych, jak żyletki. Kompozycje są bardzo dojrzałe i nie ma tu żadnego zbędnego szarpnięcia struny. Podoba mi się też oszczędne, ale bardzo ciekawe wykorzystanie klawiszy. Użyte są one subtelnie, żeby delikatnie zaakcentować pewne elementy utworów. Nie ma w tym za grosz kiczu, a to naprawdę wielka sztuka użyć tak tego instrumentu, żeby nie zabrzmiało to miałko czy archaicznie. Co do numerów. Absolutnie genialny jest „The Horizon Sleeps”. Chyba najlepszy na tej płycie. Wszystko w nim gra idealnie, a ten riff przewodni… Wściekłość, ale i jednocześnie jakaś dziwna subtelność. No kurwa złoto! Drugi numer zasługujący na wyróżnienie to „Pagan Myths” z bardzo ciężkim, wręcz przygniatającym riffem. Wyjątkowy numer na tle całej płyty. Bardzo widzi mi się też okładka, nie wiem czy słusznie mam skojarzenia z filmem „Arrival”.
Jak nie trudno się domyślić, jestem bardziej niż za. Płyta świetna i myślę, że jedna z lepszych pozycji tego roku. Słucham i nie przestaje się zachwycać. Myślę, że zasłużony max.
Ocena: 10/10
Tracklist:




