XXV Years Ov Hell: Deadthorn, Devilish Impressions, Beheaded, Christ Agony; Wydział Remontowy, Gdańsk; 02.03.2015

XXV Years Ov Hell - Christ Agony - GdańskPrzeprowadzki bywają trudne. Dobrze jednak, że zawsze znajdzie się jakieś opium na ukojenie bólu z tym związanego he he. Pierwszy dzień na nowej ziemi obiecanej przyszło mi więc spędzić na świętowaniu 25 lecia pracy scenicznej zasłużonego Christ Agony he he… Więc do rzeczy (a będzie krótko i treściwie). Poniedziałkowe koncerty nie należą zapewne do sukcesów frekwencyjnych. Nie mniej tego całkiem przyjemnego wieczoru zebrało się dosyć sporo gawiedzi. Parę piw, rozmowy o wszystkim i niczym i można było zacząć imprezę.

Jako pierwsi na scenie pojawili się panowie z Deadthorn. Widziałem ich już niespełna 3 miesiące temu przy okazji jubileuszowego koncertu w ramach Z Rogów Kozła i dlatego w ich przypadku nie będę odkrywczy ani też rozpisywał się nie będę. Po prostu: zagrali to, co zagrać mieli (naturalnie kawałki ze splitu z Upir’em), z odpowiednią energią i żywiołowością. Set może trochę przykrótki z drobnymi problemami, że tak powiem technicznymi w tle, ale jako przystawka do zespołów trasowych sprawdzili się wybornie, mimo iż grali niejako z doskoku na tym koncercie. Deadthorni rozgrzali publikę na tyle, że mogli spokojnie zejść ze sceny, by rozłożyli się na niej panowie z kolejnego zespołu.

Devilish ImpressionsNo właśnie. Devilish Impressions to zespół, który bytuje sobie na naszej scenie tak jakby z boku. Niby jest, niby gra, ale jak już gra, to nie wiadomo co gra i kiedy gra he he… Doprawdy staram się rozumieć każdą muzykę i ludzi ją wykonujących, ale panów z Devilis Impressions zupełnie tego dnia nie ogarniałem. Niby to potęga w brzmieniu i jakaś jest u tego zespołu (no tak, te symfoniczne pasaże oblane łzami Szatana he he). Dosyć soczyście, czy wręcz przebojowo nawet brzmiały te kawałki (sorry, nie ogarniam z czego były grane, ale wydaje się, że na pewno poleciały utwory z ep’ki wydanej w zeszłym roku) jednakże to wszystko tego wieczoru wyglądało mało przekonująco. Obycie sceniczne (rozkroki, corpse painty też właściwe he he) może i jest u Devilis Impressions znaczące (masa festiwali i tras przy “tuzach” gatunku robi swoje), ale to motywowanie publiki do machania banią w przypadku tego zespołu wypadło lekko mówiąc niezachęcająco he he… Spoko, ja rozumiem. Każdy ze słuchaczy – tudzież muzyków porusza się w swojej materii muzycznej. Jednak ta proponowana przez “symfonistów” z Opola ni jak do mnie nie przemawiała. Z resztą do starszej części publiki z pewnością też nie. Średnio, ale przynajmniej piwo wchodziło bardzo dobrze i koiło uszkodzenia słuchu he he…

Po nieco dłuższej przerwie na scenie zainstalowali się goście z Beheaded. Kawał czasu na scenie, od 1991 roku, więc kiedy ja zaglądałem pod spódnice pani wychowawczyni, Beheaded kalało już świat złem prosto z Malty. Dorzućmy do tego pełną egzotykę tego kraju i brutalne śmierć metalowe napierdalanie oparte o techniczne wygibasy, a wyjdzie nam maszyna do mielenia he he. I tak też tego wieczoru Beheaded zagrało. Nie był to występ młokosów, a doświadczonych rzemieślników. Oczywiście forma death metalu jaką David Cachia wespół z kolegami prezentował przypadła mi bardzo do gustu. W ogóle po typach nie było widać tego wieku, a przenosili pełną charyzmę na dźwięki muzycznej eksterminacji. Na mój spaczony gust, rzekłbym bardzo wybredny, Beheaded zagrało wybornie. Choć przyznam, że do końca występu nie dotrzymałem. Wola piwa była jednak silniejsza.

Christ AgonyChrist Agony odpuścić sobie nie mogłem (kolejnego piwa też he he). Wiadomo. Co to za impreza urodzinowa na której nie ma ognia he he… I tak właśnie Christ Agony zaczęło. Jak Hitchcock. Wielkie boom, a potem coraz wyższe stopniowanie napięcia. Przez ponad 40 minut Christ Agony prezentowało muzyczną podróż przez epokę począwszy od debiutu aż po młodsze wydawnictwa. Taki przekrojowy set musiał zadowolić nawet najbardziej wybrednych. Muzycznie i charyzmatycznie Cezar jakby dopiero wkraczał w wiek produkcyjny he he… Ogólnie, naprawdę z polotem i energicznie tego dnia panowie zagrali. Choć miejscami odnosiłem wrażenie, że Beheaded miało jednak więcej mocy. Nie mniej agonia – w dobrym tego słowa znaczeniu – trwała i zaciskała swoją pętlę na szyi dosyć skutecznie. Pot na scenie jak i pod nią lał się strumieniami, a towarzystwo w szaleństwie ale i częściowo w spokoju słuchało kolejnych hymnów ku czci ciemności he he… Tak, 25 lat to szmat czasu, oby kolejne 25 lat minęło równie dobrze…

Ogólnie rzecz biorąc, jak na liczbę osób, która zjawiła się na koncercie klitka zwana Wydział Remonotowy sprawdziła się bardzo dobrze. Z jednej strony kameralność tego wydarzenia została zachowana. Z drugiej wielka szkoda, że kuc młodzież edukację muzyczną ma za nic he he… Mniejsza o to. Choć tortu nie było, imprezę uznaję za udaną. Pora na Rzeszów.

Autor

329 tekstów dla Chaos Vault

M. Grafoman, pies karawaniarski... Koneser i nałogowy degustator 40%. Fan zarówno śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *