Obscure Verses For The Multiverse European Tour 2015 – Blackdeath, Ondskapt, Archgoat, Inquisition; Klub Fabryka, Kraków; 21.01.2015

inquisition archogaot krakówNie ma chyba nic bardziej miłego, niż niusy koncertowe co tydzień i niusy koncertowe, które drenują twój portfel po samo dno he he… Gdy było już jasne, że zawitają u nas Onskapt i Archgoat wiedziałem, że prezes będzie musiał dać mi przynajmniej tydzień wolnego od pracy na wypad do Krakowa he he… Kiedy to słowo ciałem się stało, już dzień przed koncertem zjawiliśmy się w dawnej stolicy naszego pięknego kraju. Dobre żarło, moc piwnych (i nie tylko) procentów – a tych było sporo he he – zapewniły zebranie odpowiednich sił.

Tak więc w dniu koncertu pozostało już tylko uzupełnić niedobór witamin i procentów i udać się pod klub, gdzie tuż przed godziną 18 zebrała się już całkiem pokaźna grupa ludzi. Szybkie piwo i nieco mocniejsze alkohole pomogły rozgrzać się przed wejściem do Fabryki. Tuż po godzinie 18 bramy klubu zostały otwarte, a jego mury zaczęły wypełniać się ludźmi.

bd6Jako pierwsi, z drobną obsuwą, na scenie pojawili się Rosjanie z Blackdeath, których to początek koncertu z przyczyn towarzysko-piwnych odsłuchiwałem zza ściany oddzielającej część barową od koncertowej. Zespół grał w najlepsze, dźwięki płynące z sali obok zachęcały coraz bardziej do obejrzenia show. Więc gdy opróżniłem kufel przemieściłem się na główną salę, gdzie zostałem obdarowany całkiem znośną, jak się wydawało, mieszanką death i black metalu. Jednak forma tego gatunkowego kotła prezentowana przez metalowców pochodzących z Sankt Petersburga po dłuższym obcowaniu face to face okazała się jednak na tyle mało ciekawą propozycją, że niczym dziwnym dla mnie były braki na sali (nawet kuce podpierały ściany he he). Sytuację starała się ratować jedynie Pani garowa która obsługiwała pałki zdecydowanie powyżej moich oczekiwań ha ha… Zaś  na przeciwległym biegunie był wokalista, który przypominał nieco Milana Frasa za sprawą charakterystycznej czapki. Muzyka jaką uskuteczniał Blackdeath zdecydowanie do mnie nie przemawiała i przemawiać raczej nie będzie, choć wiem że na pewno znajdzie swoich odbiorców

Rosjanie zagrali na tyle krótko (i absorbująco), że większość wolnego czasu można było spędzić czy to przy piwnych opowieściach i dysputach, czy to przy merchu, który cenowo czy też zestawowo choć nie powalał, to jednak dało się obłowić w parę ciekawych wydawnictw (oczywiście, grzechem byłoby nie skorzystać he he).

ondskapt6Mniej więcej koło godziny głównego wydania wiadomości na scenie zjawili się Ci, na których najbardziej czekałem, czyli szwedzki Ondskapt. Studyjnie muzyczne dokonania tego zespołu zawsze mnie miażdżą klimatem i miałem nadzieję, że stanie się tak również i scenicznie. Niestety, przejechałem się jak krul na organizacji trasy Sarcófago. Zamiast mistycznego rytuału otrzymałem black metalowy koncert, na którym jegomość frontman Acerbus niczym karykatura czarnego kapłana wyśpiewywał hymny ku czci rogatego (choć wokalnie naprawdę było bardzo dobrze, to w tych “jęczących” rejestrach zabrakło jednak zimnego piwa he he) na zasadzie odwalania pańszczyzny. Niestety, budowanie klimatu znanego chociażby z zajebistego “Draco Sit Mihi Dux” czy nie mniej zacnego “Dödens Evangelium” Szwedom kompletnie nie wyszło (i zapewne nie wychodzi) tudzież ja nie zrozumiałem do końca zamysłu artystycznego lub mentalności jegomościów ze  Sztokholmu. Wizualnie było do bólu prosto – ale w końcu to kurwa black metal – muzycznie nieco lepiej, choć brakło tutaj zdecydowanie mocy i jakości w brzemieniu (choć katastrofy nie było). I choć intro i pierwsze utwory – z drobnymi technicznymi problemami – zapowiadały mistyczne show, to jednak z kolejnymi kawałkami aura rozpływała się niczym zmazy nocne kuca po koncercie Furii. Set trwał, kolejne utwory płynęły niczym rzeka do piekła (zabrakło dla mnie moich osobistych kilerów “Ominous Worship of the Divine” oraz “Astute Sceptre”), to jednak nic z tego nie wynikało. Doszukiwać się przyczyn tego, jak zespół zagrał bynajmniej nie mam zamiaru. Niedosyt jednak pozostał (lub po prostu miałem zbyt wygórowane oczekiwania). Jak dla mnie: koncertowo jak i studyjnie Ondskapt to dwa różne zespoły. Może kolejne koncerty to zmienią.

archgoat7Po występie Szwedów można było spokojnie odetchnąć i zebrać siły przy lanym, ciemnym Litovelu i dysputach z bdb kolegami Oracle i Pathologistem. Po godzinie 20, z minimalną, nie wyczuwalną obsuwą na scenie pojawili się Finowie z Archgoat, dla których 98% populacji metalowej zjechało specjalnie do Krakowa he he… Nie ma to tamto. Z doniesień płynących z berlińskiego koncertu (który odbył się dzień wcześniej) wynikało, że twórcy jakże zacnego “Whore of Bethlehem” nie liczyli się z żadnym ludzkimi istnieniem przy zbieraniu śmiertelnych żniw he he… I faktycznie, coś w tym musiało być, bo pomimo problemów ze strojeniem i postępującą głuchotą technicznego przez pierwsze utwory, Archgoat obracał w gruzy wszystko, co było dookoła (“Apotheosis of Lucifer” to samo zło na  żywca!). Potężna dawka black i death metalu w jego pierwotnej surowej formie – czyli to co w metalu najlepsze he he – obijała się o ściany Fabryki niczym tarcze w ubojni he he… Wizualnie bardzo statycznie, ale muzycznie Archgoat wypadł z klasą i to wielką: palił (“Dawn of the Black Light”), niszczył (“Death and Necromancy”), dewastował (“Hammer Of Satan”)… Czysta esencja zła rozbrzmiewała przez dobre 40 minut, a bitwa pod sceną za pewne przyniosła wiele siniaków he he…  Finowie totalnie zrekompensowali mi wcześniejszy występ Ondskapt i aż żal wory ściska, że czasowo nie zagrali dłuższego setu. Tym bardziej dziwiły mnie też opinie, że koncert  Archgoat niczym szczególnym się nie wyróżnił… Doprawdy, byliście na tym samym gigu ?

inqiosition1Po Finach przyszła pora na główną gwiazdę wieczoru czyli Inquisition. Tych panów dane było mi już widzieć niespełna pół roku wcześniej na XIX edycji Brutal Assault, gdzie dali całkiem niezłą sztukę. Dlatego tym bardziej byłem ciekaw jak klubowo sprawdzą się siewcy czarnego metalu rodem z Kolumbii. I oto okazało się, że w Fabryce można wycisnąć całkiem niezłe brzmienie ale i dać mocną zasłonę dymną, za którą widoczne ledwie będą tylko sylwetki artystów, a ludzie tuż przed barierkami nawdychają się oparów niczym z piekła rodem he he… Pomijając wizualizacje. Muzycznie Inquisition wypadło naprawdę bardzo przekonująco. Choć mega – by nie powiedzieć w ogóle – fanem twórczości w/w nie jestem, to trzeba przyznać, że Kolumbijczycy potrafią zrobić show grając na żywo. Setlista jaką zaprezentowali opierała się zdecydowanie na wydanym 2 lata temu “Obscure Verses for the Multiverse” choć nie zabrakło nieco starszego stuffu, co fani przyjęli zapewne z radością he he… Mocna porcja black metalu, zbudowana na podstawie immortalowskich wokali (tutaj nawet rozkrok się zgadzał ha ha) czy mardukowych prędkości rozpierała konstrukcję Fabryki od środka, przez co soniczna destrukcja trwała w najlepsze a dym z piekła rodem zaczął się powoli rozrzedzać dając tak potrzebnego powietrza gawiedzi zebranej tuż pod sceną. Jednak gdy zespół dawał już ostatnie minuty swojego show ja raczyłem się już w sali obok zimnym piwem. Nie to, że Inquisition dało słaby koncert. Wręcz przeciwnie, uważam że dało naprawdę zajebisty set (choć ze sporej odległości od sceny chuja było widać), nie mniej z czasem ich muzyka zaczęła stawać się na tyle dla mnie jednostajna, że musiałem oczyścić umysł i narządy wchłaniące he he…

Kolumbijscy czciciele szatana i ciemności zakończyli swój występ tuż po godzinie 22. Zaś my tuż po północy zameldowaliśmy się w hostelu gdzie organizmy uzupełniliśmy jeszcze o parę procentów chmielu i kaszubskiej nalewki tak, by następnego dnia po 10 rano opuścić gród Kraka.

Nie ma co ukrywać, koncert można podzielić na dwie części. Tę słabszą, do której można zaliczyć Blackdeath (koncertowo bardzo słabo) i Ondskapt (niedosyt) oraz tą mocniejszą z Archgoat i Inquisition na czele. Polski odcinek trasy pod szyldem Obscure Verses For The Multiverse European Tour 2015 można podsumować więc krótko, a wręcz klasycznie: bdb koncert i w-ko jasne.

Więcej zdjęć wykonanych przez Mateusz Kluba / Infernal Impressions znajdziecie tutaj lub pod adresem www.infernalimpressions.com. Dzięki !

Autor

389 tekstów dla Chaos Vault

M. Grafoman, pies karawaniarski... Koneser i nałogowy degustator 40%. Fan zarówno śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii... W 33,4% joürnalist a 66,6% drünk bästard...

1 komentarz

  • Na koncercie w Pradze też było zajebiście. Co do brzmienia i problemów technicznych: nagłośnieniowcy, którzy mieli nagłaśniać trasę przyjechali dopier na koncert w Pradze, więc Berlin i Kraków nie brzmiały tak dobrze jak powinny. Chłopaki z Archgoat kurwili strasznie na problemy techniczne ale stwierdzili, że w Krakau rozpierducha pierwsza klasa.
    No i w Pradze było to, czego nie było w Kraku, bdb kolega, ciekawe czy recenzję napisze… 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *