nb polLubię Negură Bunget. Podoba mi się ich muzyka, intryguje mnie ten specyficzny klimat. Często spotykam się z opiniami, że „to kapela jednej płyty” albo, że „ich muzyka to tandetna wieś”. Nie mogę się zgodzić z tymi twierdzeniami. Lubię Negură Bunget na tyle, że postanowiłem wybrać się na ich czwartkowy koncert do krakowskiej Rotundy . Dzień mi nie za bardzo pasował, supporty nie zachęcały i ostatnia płyta Rumunów też jakaś nie teges, ale postanowiłem się ruszyć. W busie przesłuchałem po raz kolejny „Tau” a zaraz potem „Om” i znowu usłyszałem, jaka przepaść dzieli te dwa materiały… Po tym jak Negru postanowił pchać ten wózek sam, nagrywa coraz to gorsze płyty. I to jest fakt. Jeszcze folkowe motywy dają radę, ale jestem zdania, że w kwestii black metalu Negru całkowicie się wypalił. Te riffy na „Tau” są tak suche, jak kawał „przychodzi baba do lekarza a lekarz też baba”. W tym elemencie muzyki Negură Bunget nie ma kompletnie nic ciekawego do powiedzenia. Jest to wtórne i po prostu marne. Moja opinia jest taka, że po tej całej scysji, która doprowadziła do separacji zespołu Negru powinien skupić się na klimatycznym folkowym graniu i dać sobie spokój z black metalem. Jest to temat, w którym wybitnie się nie sprawdza. Ale dobra kończę już, bo wyjdzie na to, że piszę recenzję „Tau”, a nie relacje z gigu (kolega Łysy już opublikował w/w recenzję, z którą zgadzam się tak w 50%).
grimegod1Do klubu wbiłem jakoś po 19 a tam widoki takie jakby ktoś zapomniał, że dziś gig. Chyba ktoś wyczuł pismo nosem i przewidział frekwencję na kosmicznie niskim poziomie. Rotunda była otwarta dla ogółu gawiedzi a jedynie część koncertowa odgrodzona była płotem i to za wstęp do tej części klubu należało uiścić opłatę. Jakby się ktoś bardzo uparł albo był bardzo skąpy to mógł sobie stanąć przed tą barierką i zaglądać do środka. Merch też można było nabyć bez wydawania nawet 1 zł za wstęp. Myślę jednak, że pomysł ten był trafiony, bo frekwencja była marna a klub sobie coś zarobił na ludziach z zewnątrz. Ja zamówiłem piwko, wychyliłem przed klubem i zameldowałem się pod sceną, gdy Grimegod rozpoczynał swój występ. I jaka jest moja opinia na ich temat? Goście grają na tej trasie chyba tylko dlatego, że ¾ ich składu zasila obecnie Negură Bunget. Wszystkim było to na rękę. Kolesie grają połączenie gothic i doom metalu, ale jak zobaczyłem na plakacie napis „emotional metal” to aż mnie coś wewnętrznie wzdrygnęło… Na szczęście moje obawy okazały się nieuzasadnione, bo Grimegod wypadł w moich oczach naprawdę przyzwoicie. Mimo, że pod sceną nikt się nie bawił, ciężko powiedzieć nawet, żeby ktoś tam był, to kolesie się starali i wszystko fajnie im wyszło. Na koniec zagrani numer „Industria Muzicala”, który zapadł mi w pamięć dzięki fajnemu transowemu riffowi. Chyba najlepszy support… No i po pół godziny „do wiedzenia”.

npNastępni na scenie mają być bożyszcze nastolatek z Northern Plague. Wszyscy sobie z nich robią śmieszki – heheszki, ale kto tak naprawdę ich widział na żywo? Kto miał okazje na własnej skórze przekonać się jak grają? Było mi zarzucane ostatnio, że jestem pijakiem i pisze nierzetelne relacje z koncertów to teraz będzie rzetelnie. Zacznę od tego, że jeden z panów podczas soundchecku nawymyślał papieżowi od wielbicieli młodzieńczych anusów. Coś mi się zdaje, że już do pana Nowaka idzie pismo zaczynające się od słów „uprzejmie donoszę”. Co dalej? Za skandaliczne uważam, że choreografia nie do końca była dopracowana. Przy odgrywaniu numery „Reign Mother War” pan po prawej zaczął machać banią o 2 sekundy za późno i to jeszcze nie w tą stronę, co reszta. Chłopaki powinni nad tym popracować. Podobnej sytuacji dopatrzyłem się podczas wykonywania „Manifesto”, gdy Fenris (czy Fenriz, kurwa zawsze mi się myli) zrobił groźną minę i zmierzył nienawistnym wzrokiem napierdalającą publikę sztuk jeden. Reszta jego kompanów zagapiła się i skarciła wzrokowo zgromadzonych dopiero po kilkusekundowym zawahaniu. Ale nic się przecież nie dzieje. Jedyna laska machająca banią pod sceną na pewno tego nie zauważyła a pozostałe 12 osób patrzących chyba niewiele to obchodziło. Reszta okupywał bar, kibel, sklepik i paliła peta na zewnątrz. Nie mogłem dojść do siebie po tym gigu. Już dawno nie widziałem czegoś tak podobnego do czegoś innego i kogoś tak podobnego do kogoś innego. I, że ich wzięli na UTBS… Ja jebie… Po gigu musiałem, MUSIAŁEM się napić, poszedłem do baru, wypiłem piwo w dwa łyki, zapaliłem, zamówiłem kolejny browar i poszedłem zerknąć na merch. Negura trochę gratów przywiozła w tym fajne wydanie „Tau” w drewnianym pudełku. Coś tam było od reszty kapel wspierających. Był tez sklepik, ale z cenami takimi, że sobie podarowałem jakikolwiek zakup i zastanawiałem się czy ktoś, kto ma dostęp do Internetu i jako – tako potrafi obsługiwać allegro coś kupił…

lacrimaOstatnim supportem tego wieczora była krakowska Lacrima. Jest to granie zdecydowanie nie z mojej bajki, ale postanowiłem zrobić kilka fotek, a potem popatrzeć. Mogę napisać o tym gigu, że goście mają fun z grania. Robią to, co robią. Bo lubią. Nie ma napinki, wszystko na luzie. Kontrast przeogromny w porównaniu z poprzednikami, którzy grali jakby mieli kołki w za przeproszeniem, dupach. Przyjemnie się ich oglądało mimo tego, że muzyką, którą serwowali to nie jest coś, czego słuchałbym sobie w domu. Ich granie strasznie mi się kojarzy z kapelami, które grały w latach 90 taką muzykę. Jak ja zaczynałem swoją przygodę z metalem to kapel takich było sporo. Nawet w Rzeszowie mieliśmy taką załogę, co się nazywała Altair i grał coś w ten deseń. Wszystkie te kapele jednak się porozpadały a Lacrima dalej sobie gra. I dobrze. Rozpiska godzinowa była bardzo napięta, więc Lacrima skoczyła grać i za jakieś 15 min na scenie już uwija się Negură Bunget.

grimgordTradycyjnie rozpoczęto od dęcia (chciałem napisać dymania, ale nie brzmi to najlepiej hehe) w trąbę. Miałem spore obawy, co do tego koncertu. Raz, że „Tau” mi nie podchodzi. Dwa, że obecny skład koncertowy też pozostawia wiele do życzenia. Pozytywnie się jednak rozczarowałem, bo gig był naprawdę dobry a poszczególni muzycy (w większości członkowie Grimegod) radzili sobie bardzo sprawnie. Szczególnie na pochwałę zasługuje wokalista, który potrafił uczynić sobie publikę poddaną hehe. Numer z trąbą to był zdaje się „Țara de dincolo de negură”, a potem już poszło „Nămetenie” z „Tau”. Oprócz tego z ostatniej płyty poleciał jeszcze „Împodobeala timpului” i jeszcze jakiś jeden numer. Co ciekawe: nowe kawałki zabrzmiały przyzwoicie. Chyba to za sprawą tego, że wyrzucono ze składu muzyków „live” klawiszowca. Jak ich ostatnio wdziałem to na parapecie grała tam jakaś laska… Z „Om” wyłapałem tylko dwa: „Hora soarelui” zagrany na koniec i „Cunoașterea tăcută”. Bardzo ucieszyło mnie też wykonanie na żywo numeru „Dacia hiperboreană” z płyty „Vîrstele pămîntului” z tego wydawnictwa poleciał jeszcze na pewno jakiś jeden numer, ale co konkretnie to już nie pamiętam. Wszystko było odegrane jak trzeba. Były deski, młotki, piszczałki, flety, jakieś śmieszne małe gitary… Generalnie bardzo dobry koncert. Ja już miałem okazje Negrurę kiedyś na żywo obserwować, ale nigdy nie widziałem ich w oryginalnym składzie. Szkoda, bo to złoty okres tej kapeli. Ale teraz też nie jest źle. Goście dają radę na żywo. Żeby jeszcze pisanie nowych utworów szło im trochę lepiej, to by było super. Dopiero na koncercie Negury mogłem zbadać dokładnie frekwencję. Moim zdaniem było mniej niż 100 osób, choć ze względu na otwarty charakter knajpy ciężko to dokładnie oszacować. Przyznam szczerze, że podziwiam organizatora za to, że zrobił aż osiem koncernów w Polsce. Trzeba mieć sporą wiarę w sukces, determinację albo sporą zdolność kredytową. Trzymam kciuki, że nie wtopił za wiele kasy. Koncert się skończył, ja dopiłem piwko z jakąś ekipą z Bielska (na następny dzień mieli koncert u siebie, WTF? ) i poszedłem na busa.

Wypad uważam za udany, sporo obaw miałem przed gigiem Negură Bunget na szczęście Rumuni zaprezentowali się bardzo dobrze. Oby tylko następne materiały były lepsze niż „Tau”, bo jak nie to radziłbym Negru (nie mam takich koneksji jak Krul, ale może też mi się jakoś uda dotrzeć do zainteresowanego), żeby odwiesił pałeczki na kołek, perkusje sprzedał, trombitę przerobił na rynnę a deskę na stolik. A młotkiem to sobie może palnąć w łeb.