Mayhem, Merrimack, Voidhanger; Warszawa, Proxima; 29.05.2014

mayhemNa dzień 29 maja czekałem długo. Najpierw pojawiły się plotki, że Mayhem ma grać w kwietniu w Gdańsku, co mi się nie za bardzo spodobało. Potem data zmieniła się właśnie na 29 maja i już wiedziałem, że tego dnia w stolicy nie może mnie zabraknąć. Do koncertów Mayhem zawsze miałem trochę pecha. Ile razy grali, zawsze mi coś wypadało więc tym razem moje kciuki zacięte były do ostatnich chwil przed koncertem. Tym razem szczęście jednak dopisało i mogłem zobaczyć Norwegów na żywo.

voidhangerMoże od początku. Czwartkowy poranek nie zachęcał do spacerów, ale przed południem pewnym krokiem pomaszerowałem na busa. Droga upłynęła mi spokojnie i bez ekscesów, bo po raz kolejny była to one man trip. Niestety, Rzeszów ostatnio słabo wzbogaca frekwencję koncertów wyjazdowych. Klika godzin i stolica, kilkadziesiąt minut i jestem pod klubem. Postanowiłem być trochę wcześniej, bo miałem już wielką ochotę na piwko i bardzo dobrze zrobiłem, bo ledwo wszedłem do środka, zamówiłem zimny napój, bramy sali koncertowej się otwarły, a po niecałych 10 minutach od tego faktu na scenie już pojawił się Voidhanger (kilkanaście minut przed czasem- fenomen). To już chyba czwarte moje spotkanie z Voidhanger na żywo i muszę przyznać, że w mojej ocenie nic się nie zmienia. Pierdolona maszyna do grania koncertów. Każdy numer w wersji „live” sprawdza się doskonale, każdy kopie po pysku. Choć to pierwszy raz, kiedy widziałem ich po premierze „Working Class Misanthropy”. Ciekaw byłem jak nowe numery prezentują się na żywo i wiecie co: oczywiście rewelacyjnie. Tym razem wystartowali z „No Ground to Hold” a następnie poprawili numerem tytułowym z ostatniego CD. Miód na moje uszy hehe. Potem poleciały dwa pierwsze numery z debiutu. Następnie dojebali drugim moim ulubionym numerem z EP „The Antagonist”, czyli „Feed Them to the Pigs”. Z wyżej wymienionego materiału na pożegnanie odegrany został „Silent Night, Deadly Night”. Ale kulminacyjnym momentem koncertu było odegranie szlagieru z ostatniej płyty, czyli „Dni Szarańczy”. To mój ulubiony numer z tego krążka (sądząc po krzykach i wrzaskach nie tylko mój heheh) no może obok „A Song for Lennon”, który to został zagrany zaraz po „Szarańczy…” Bardzo dobry koncert. Tu się nie będę rozpisywać. To trzeba przeżyć. Zespół stworzony do grania na żywo. Widać to za każdym razem pod sceną na ich koncertach.

merrimackPo jakiś 35 min Voidhanger opuścił scenę „Proximy” ja poszedłem po piwko i zerknąć na straganik. Trochę tam był biednie. Merrimack przywiózł trochę swoich gratów, były rocznicowe koszulki Mayhem, szmaty od Voidhanger i w sumie tyle. Ja liczyłem na to, że może jakimś cudem będzie do kupienia „Esoteric Warfare”. Jak nietrudno się domyślić: nie było. Był jedynie singiel „Psywar” wiec wiedziałem, że zakupów dziś raczej nie będzie. W międzyczasie na scenie zaczął rozkładać się francuski Merrimack. Przed koncertem nie miałem zupełnie styczności z tą kapelą. Nie wiedziałem, co grają, nie przesłuchałem ani jednego kawałka. Nawet nie do końca pamiętałem nazwę hehe. Może to brak profesjonalizmu, a może nie po to się do Warszawy tłukłem hehe. W każdym razie, Merrimack zagrał. Ja ten czas spędziłem początkowo na robieniu zdjęć a potem oddałem się już piciu piwa i spoglądaniu, co jakiś czas na to, co się dziej na scenie. Nie porwali mnie jakoś. Dość przewidywalny BM w depresyjnym wydaniu. Wiarygodność tej kapeli dodawał na pewno wokalista, który miał na ciele tyle blizn po samookaleczeniach, że aż dziwę się, że na trasę nie zabrał swojego psychoanalityka hehe (a może zabrał). Występ ten nie zachęcił mnie jakoś specjalnie do zapoznania się z dyskografią Merrimack.

mayhem1Francuzi zeszli ze sceny pewnie po niecałej godzinie a ja już tylko w głowie miałem jedno słowo: Mayhem! Szybko skończyłem piwo. Dotarłem pod scenę z aparatem i czekałem cierpliwie… Nie zwróciłem uwagi na zegarek, ale myślę, że wyszli na scenę punktualnie. Światła gasną, intro z „Deathcrush”, moje serce wali kurwa jak młot! Na scenę wychodzą kolejni mistrzowie ceremonii a na końcu sam Attila. I od razu trzy ciosy w sam środek czaszki: „Pagan Fears”, „Deathcrush” i „Buried By Time And Dust”. Ja w czasie tych numerów robiłem zdjęcia, chciałem się szybko uwinąć żeby, popatrzeć sobie na koncert i żeby nie wkurwiać moją lunetą innych. Wiem, że są ludzie, których niemiłosiernie denerwuje przepychanie się z aparatem. Sorry. Ale mnie wkurwia jeszcze bardziej kręcenie filmów telefonami. Ja wiem, że teraz są jakieś tam, jakości HD czy inne pierdoły, ale i tak nie wiem po co to komu. A już mistrzem był ktoś, kto kręcił za pomocą tabletu. Wyglądało to jak telebim na środku sali hehe. Trochę irytujące. Myślę, że bardziej niż moje przeciskanie się z aparatem hehe. Ja to przynajmniej 2 minuty popstrykam i spierdalam. Wróćmy do koncertu. Dalej zdaje się dojebali „My Death”. Kurwa uwielbiam ten numer a na żywo po prostu zmroził mi krew w żyłach. Szczególnie zajebistą robotę odwala Attila, ale to chyba wszyscy wiedzą. A zapomniałem, że wcześniej jeszcze poleciał „Symbols Of Bloodswords” ze znakomitej EP. Na ten numer zajebiście liczyłem. Z nadchodzącego materiału wyłapałem tylko elegancko zaanonsowany „Psywar” – bardzo dobrze ten numer wypadł na żywo. Wiąże wielkie nadzieje z „Esoteric Warfare”. Utkwił mi też w pamięci zajebiście zapowiedziany przez Necrobutchera „Whore”, który przy okazji nawymyślał jednemu ze stojących pod sceną fanów hehe. Dalsza cześć to już kompletny rozpierdol. Mayhem udowadnia takimi numerami jak „Freezing Moon”, że jest najlepszą Black Metalową kapelą na świecie. Koniec. Kropka. Jak dla mnie w tym trwającym jakąś godzinę i piętnaście minut koncercie zabrakło dwóch numerów. Bardzo chciałem usłyszeć „Wall of Water” i „Anti”. Cóż. Nie tym razem to następnym hehe. Nie miałem ochoty wychodzić z klubu. Cały czas jestem pod wrażeniem tego koncertu, ciarki mi przechodzą po plecach jak myślę o brzmieniu basu, magii Attili na scenie… W zasadzie o wszystkim. Rewelacyjny koncert. Warto było!

Reszta fotek do obczajenia tutaj. 

Autor

774 tekstów dla Chaos Vault

2 komentarze

  • Dobry koncert! Voidhanger siał zniszczenie, Merrimack nie porwał tłumów, MayheM miazga!

  • Krótko mówiąc: Voidhanger git, Merrimack słaby, Mayhem o niebo wyżej od obu poprzednich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *