King Diamond; Warszawa, Hala Koło; 29 maja 2013

Nie ma się co oszukiwać, czekałem na ten koncert jak na – za przeproszeniem – zbawienie. Bilet kisił się już od pół roku, nawet raz się zagubił był, co wywołało popłoch w całym moim gospodarstwie domowym. Ale w końcu nadszedł ten dzień, 29 maja. Dzień, w którym w stolicy miał pojawić się sam Król.

Oczywiście katolskie media zrobiły mu wcześniej reklamę, TVP zaprosiło do studia światłych gości z tej okazji, którzy wygadywali brednie i tak dalej i tak dalej… A wszyscy wierni poddani Króla odliczali dni i godziny… Również i my, poddani z Rzeszowa. Zebrać się w kupę nie było łatwo, ale w końcu w 180 – tysięcznym mieście znalazło się 18 osób, chętne zobaczyć go na własne oczy. Start z Rzeszowa i już dziwne akcje z kierowcą – kurwa, co za debil – jeśli płacimy za busa tysiąc osiemset złotych, to normalnym winno być stawanie na siku, kiedy się nam chce, do chuja! I będziemy pić piwo w busie, bo jedziemy na koncert, nie na pielgrzymkę! Więc zlewajcie firmę Luna Trans ciepłym moczem, to nasz drugi wyjazd z nimi i zdecydowanie ostatni.

Do Warszawy przybyliśmy około 18 o ile mnie pamięć nie myli i od razu pierwsze zdziwienie – po co tyle policji straży miejskiej? Mundurowi przypieprzali się o wszystko do każdego, no ale trudno, taka robota. Ludzi zresztą było naprawdę wielu, dawno już nie widziałem takich tłumów na koncercie, a nie festiwalu. Nie będę się silił na liczby, ale faktycznie było ich sporo. Wielu znajomych, niektórych widzianych po raz pierwszy, zapoznanych jedynie poprzez korespondencję, świetna atmosfera dookoła hali Koło. Jakoś tam odnalazłem się z kolegą Łysym, poplątaliśmy się, napili piwka, wrócili pod halę i jakoś tam się rozdzielili. Potem już o ile pamiętam śmignąłem pod halę. Początkowo dziwiłem się, że koncert będzie odbywał się właśnie tam, ale ostatecznie wyszło bardzo dobrze, o czym później…

Jako, że znajomych było moc, to wolałem przestać i przedyskutować dwa zespoły poprzedzające występ Króla. Zwłaszcza, że Hellecticity raczej mnie nie interesowało, zaś szkoda mi było trochę Alastor, ale cóż – prawda taka, że mało kto pojawił się w Warszawie dla supportów. King miał wejść na scenę w okolicach 21, a kwadrans przed tą godziną nad stolicą rozpętała się burza – piździło deszczem, wiatr wył, kilka błyskawic rozcięło szybko ciemniejące niebo – idealna introdukcja przed show Króla, sami przyznajcie! No i faktycznie, kilka minut po 21 Król wszedł na deski! Cholera, tyle czekałem na ten koncert i wreszcie jest! Scena zajebiście wykonana – od publiczności oddzielało zespół cmentarne ogrodzenie, z tyłu sceny mieliśmy balustradę i schody, gdzieniegdzie lampy, a nad tym wszystkim górował ognistoczerwony pentagram – uczta dla oczu! Uczta dla uszu zaczęła się po kilku minutach, gdy na scenę wszedł sam Król i rozpoczął się koncert – zaczęli od „The Candle”, gdzie fragment recytowała cała publika, a potem o ile pamiętam ładnie to przeszło w „Welcome Home”. Cholera, King Diamond jest naprawdę w świetnej formie, wokale praktycznie oddawały to, co można usłyszeć na płytach – jasne, nie zawsze udało mu się wyciągnąć odpowiednią górę, no ale nie można mieć wszystkiego… Widziałem, że ktoś tam marudził na brzmienie – ja szczerze nic takiego nie odczułem, że bas za głośno, to czy tamto – to już chyba typowe „do czego by się tu przypierdolić”… Setlista była naprawdę wyśmienicie dobrana, no ale jasne, że każdemu czegoś mogło brakować… Usłyszeliśmy sporo z „Conspiracy” – „At The Graves”, „Sleepless Night” (tutaj to już miałem kurwa orgazm na całego)… Oczywiście przy kawałkach z „Abigail” dostaliśmy popis aktorstwa, to samo przy „Welcome Home”, gdzie King pchał wózek z Babcią… Ja wiem, że to mogło wyglądać kiczowato… Ale nie wyglądało! Bez tego występ Króla byłby nieporozumieniem jak dla mnie… A tym, którym było tęskno za Mercyful Fate również coś podarowano – „Come To The Sabbath” oraz „Evil” już w ramach bisów! Kurwa, jedynym minusem jak dla mnie była długość koncertu – półtorej godziny… Jeszcze długo długo mógłbym słuchać recitalu Króla i o ile wiem, wszyscy mieli ten sam niedosyt… Ale cóż, c’est la vie… Pozostaje mieć nadzieję, że następnym razem Król przyjedzie z trzygodzinnym setem – połowa dla King Diamond Band, a połowa dla Mercyful Fate… Ach…

Po tym, jak King Diamond zszedł ze sceny i nam ni pozostało nic innego, jak tylko powoli zbierać się w drogę… Zwłaszcza, że zjebany kierowca już gdzieś tam na nas czekał. Droga powrotna była istnym bólem jak i poprzednio, ale dwa piwka, które sobie zakupiłem skutecznie mnie ululały do snu. Obudziłem się w Rzeszowie i doczłapałem na mieszkanie… A we łbie cały czas rozbrzmiewały dźwięki z koncertu – dalej rozbrzmiewają. Ja wiem, że to straszny truizm, ale kto nie był, a mógł być – naprawdę ma czego żałować. Dla mnie osobiście, koncert życia.

Fotki podrzucił Paweł Kutyła. Dzięki!

Autor

11161 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

3 komentarze

  • A nie prawda, ja jechałem NEOBUSEM z 2 gośćmi, których poźniej byli na koncercie, także z Rzeszowa było 21 chłopa. Niech żałują Ci co nie byli. Pozdrawiam.

  • Koncert tak jak powyżej kolega recenzujący opisał….widziało się już trochę gigów, ale to było wyśmienite widowisko i jedne z najważniejszych w moim życiu. Jak miałem 9 lat to pierwszy raz usłyszałem Króla i od tamtego czasu po dziś dzień go słucham. A kierowca naszego busa to jakiś niedorozwój. Czekamy na Mercyful Fate!

  • Z ciekawości sprawdziłem też cóż takiego TVP spróbowała nam tym razem nakręcić(wkręcić) i wypreparować…i co ja widzę? Znów w składzie Anja Ortodox, która jak zwykle nie powinna się wypowiadać. Jak zwykle dama ciemności zaciemnia i naraża na kompromitację dziecinnymi komentarzami naszą brać-ludzi oddanych muzyce, którzy słuchają przede wszystkim muzyki a sfera duchowa to sprawa na tyle subtelna, że takie komentarze tylko reprodukują głupotę i postmodernstyczną wszechwiedzę i dyletanctwo i gorszą młodzierz…dlatego jeszcze raz zachęcam do uczestnctwa w koncertach Króla!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *