necros plakatKoncepcja żeby jechać na ten gig powstała praktycznie w momencie pojawienia się informacji, że taki spęd ma mieć miejsce „U Bazyla”. Z Rzeszowa do Poznania jest kawał drogi, ale niezrażeni tym niewielkim minusem postanowiliśmy do razu z Oraclem, że jedziemy. Wielu chciało dołączyć, ale ostatecznie reprezentacja Rzeszowa ograniczyła się do nas dwóch.

Droga całkiem przyjemna. Piwko do Warszawy, potem przesiadka na kolejnego busa do Poznania a w międzyczasie czekanie przed drzwiami marketu, aby zdobyć piwo i wódkę o siódmej rano. Pogardliwy wzrok pań ekspedientek świadczył o tym, że dołączyliśmy do niechlubnego grona największych alkoholików okolicznego osiedla hehe. Kolejne pięć godzin i jesteśmy w Poznaniu. Miasto niby zabytkowe, ale my owładnięci raczej potrzebą kolejnego browara ulokowaliśmy się w przyjemnej knajpce typu „wóda i zagrycha”, aby doczekać do gigu. Gzik dodał mam energii, a kolejne piwa animuszu i pomaszerowaliśmy pod „Bazyla” gubiąc się przy tym ze dwa razy hehe. Gdy w końcu trafiliśmy pod knajpę siedziało tam już trzech ludzi przygotowujących się na koncert za pomocą Koźlaka. Nam z pomocą w oczekiwaniu przyszła Perła oraz jeszcze niewielkie ilości mocniejszych trunków wyskokowych. Niedługo dołączył do nas kolejny redakcyjny kolega, czyli Łysy oraz jego znajomi, znajomi znajomych i tak się sprawa potoczyła. W międzyczasie pojawiła się informacja, że gig się znacznie opóźni, co dało zielone światło do wyprawy po kolejny zestaw alkoholowy. Powiem szczerze, że przeraziła mnie ta informacja o opóźnieniu gigu, bo spojrzawszy na zegarek zobaczyłem godzinę 19, a obok mnie jeszcze kilka flaszek hehe. Daliśmy radę na szczęście. Mimo tego, że każdy z nas był wstawiony dość poważnie to stan upojenia utrzymywał się na jednakowym poziomie i nie przeszkadzał, przynajmniej mi, w odbiorze muzyki. Ilość ludzi pod knajpą zaczęła się znacznie zwiększać. Organizatorzy w obawie przed rozruchami początkowo wyprosili biesiadników na ulicę, a gdy tam nie dało się inaczej rozmawiać jak wrzeszcząc do siebie padł sygnał „Wbijać chłopy kurwa do knajpy!” Dobrze, że ktoś przypomniał, po co tu wszyscy się zebrali hehe.

bestial raids 1W środku ludzi od zajebania. Knajpa nabita chyba do ostatniego miejsca stojącego. Aż nie mogliśmy nacieszyć oczu tym widokiem. Mało jest takich gigów, na których jest aż tyle ludzi. Niedogodności w postaci kolejki po browar czy do kibla wydają się niczym w porównaniu z radością, jaką daje widok tylu osobników, którzy z całej polski jechali żeby uczestniczyć w tym spędzie. Szybko dopchaliśmy się po browar i udaliśmy się na salę koncertową, bo tam już Bestial Raids rozpoczął swoją dźwiękową ofensywę. Wypiłem pół piwa jednym łykiem, resztę oddałem na przechowanie i przepchałem się pod scenę żeby zrobić trochę zdjęć. Ludzi już pod sceną było sporo i zaczęła się zwyczajowa zabawa. Jak to w przypadku Bestial Raids brutalności prawie jednakowa na i pod sceną hehe. Kto ich widział ten wie. Dla mnie jak zwykle gig doskonały. Ten zespół nie berze jeńców. Ich muzyczny holokaust faktycznie pali miasta i wioski. Zdziwiło mnie też zajebiste brzmienie jak na niezbyt wielki klub. Szacunek dla ekipy kręcącej gałkami hehe. Świetna sztuka, nie mam pojęcia ile trwała, ale po jej zakończeniu udałem się szybko po kolejny browar, bo pot mi ściekał po jajcach.

necros christos1I kolejna zagadka: ile czasu minęło od koncertu Bestial Raids do momentu jak na scenie pojawił się Necros Christos, który w sumie miał grać, jako ostatni, ale kogo to tak naprawdę obchodziło. Goście bardzo sprawnie zainstalowali się na scenie i o godzinie nie wiem, której rozpoczęło się misterium. Dla mnie był to koncert roku. Nie mam pytań, co to tego występu. Wszystko było idealnie: brzmienie, dobór numerów, image sceniczny. Pierdolona perfekcja. Byłem jak zahipnotyzowany i cały świat mnie w tym momencie jebał. Mógł stanąć w płomieniach a mnie obchodziłyby tylko dźwięki generowanie przez tych czterech Niemców. Dokurwili miedzy innymi takimi numerami jak: „Black Mass Desecration”, „Necromantique Nun” czy „ Doom of Kali Ma…”. Aż wierzyć mi się dalej nie chce, że tam byłem i to widziałem hehe. Niemcy długo nie mogli zejść ze sceny, bo gromkie NECROS!!!!!! CHRISTOS!!!!!! Nie przestawało dobywać się z gardeł licznie zgromadzonych maniaków. Świetny koncert to za mało. Jedna z najlepszych podziemnych sztuk w jakich uczestniczyłem w życiu.

grave miasmaGdy już Niemcy ostatecznie zeszli ze sceny ja udałem się po kolejny browar i na polowanie płytowe. Umyślałem zakup wiadomego boxa komunikacja jednak wyraźnie kulała i nie do końca wiem jak się stało ze faktycznie znalazłem się w jego posiadaniu (wydanie kurwa przepiękne!!). Piwo opróżniłem w tempie zabójczym potem rozpocząłem pracę nad kolejnym a w międzyczasie na scenie zagościli już angole z Grave Miasma. Kolejna wielka kapela, która swoimi EPkami zrobiła srogie zamieszanie. Teraz ponoć zabijają długograjem. Ale wróćmy do tego, co na scenie. Kolejna świetnie zagrana sztuka. Brzmienie też zajebiste. Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem. Jednak suma sumarum to Necros Christos dał koncert wieczoru. W przypadku Grave Miasma było tylko odrobinę słabiej. Koncert ten śledziłem już z dalszej odległości, bo sił miałem mało a promili coraz więcej. Nie wiem, kiedy cała impreza dobiegła końca.

My zwinęliśmy się zaraz po koncercie Grave Miasma żeby jednak załapać trochę snu, bo z rana już trzeba było wracać do Rzeszowa. Oczywiście w drodze powrotnej alkohol umilał nam czas. Szczególnie spodobała się nam knajpa na dworcu Metro Wilanowska hehe. Polecam zapoznać się z tym miejscem. Podsumowując: koncert rewelacyjny, każda kapela dała z siebie wszystko a i publika nie pozostała dłużna. Tyle zajebanych osób w jednym miejscu już dawno nie widziałem. I ja byłem jednym z nich…

A Tutaj jest reszta fotek do sprawdzenia.