Dødheimsgard, Troll, Hetroertzen; Oslo, John Dee Club; 16.10.2013

dhg gigKoncertów ostatnio w Polsce nie brakuje, tym bardziej dobrych koncertów, ale horyzonty trzeba mieć szerokie hehe. Tym razem, może trochę przypadkowo, znalazłem się na koncercie Dodheimsgard, Troll, Hetroertzen w Oslo i o tym, co się tam ciekawego działo napiszę słów kilka.

Impreza odbywał się w klubie John Dee praktycznie w samym centrum Oslo i zajebiście blisko miejsca gdzie spałem wiec tuż po 19 udałem się spacerem w kierunku knajpy. Nie miałem wielkich problemów ze znalezieniem lokalu, ale gdy podszedłem pod drzwi okazało się, że wpuszczaj dopiero za pół godziny, poszedłem wiec jeszcze na krótką wędrówkę ulicami Oslo, spaliłem fajeczkę i wbiłem do klubu. John Dee to dość mały lokal, ale świetnie zorganizowany pod względem koncertowym. Wysoka scena, profesjonalne nagłośnienie i światła. Aż miło było popatrzeć, a koncert się nawet nie zaczął. Ze względu na zaporowe ceny piwa tym razem musiałem obejść się smakiem, choć nie wiem czy to dobre określenie, bo piwo ichniejsze jest koszmarne. Oczywiście poznałem od razu parę Polaków i rozpoczęliśmy konwersację o życiu w Norwegi oraz o tym, co to nowego w rodzimej scenie metalowej się dzieje hehe.

HetroertzenOczywiście w Norwegi wszystko jak w zegarku to i koncert rozpoczął się punktualnie. Na pierwszy ogień poszedł Hetroertzen. To w sumie moja pierwsza styczność z tą kapelą. No może nie do końca, bo wiedziałem, że takie coś istnieje, ale jakoś nigdy głębiej nie wnikałem w ich twórczość. Teraz chyba to zmienię. Naprawdę ciekawy wysęp. Zero oświetlenia, tylko palące się świeczki i pochodnie. Po środku ołtarz z przyrządami do odprawienia rytuału. Na potężnym klatkowym zestawie perkusyjnym metalowy pentagram, czaszka i chrystusek do góry kopytami. Muzyka Hetroertzen do szczególnie porywających nie należy, ale spektakl ten oglądało się bardzo przyjemnie. Choć miałem wrażenie, że trochę to wszytko za bardzo wyreżyserowane. Każdy muzyk wiedział gdzie jego miejsce, kiedy się napić wina a kiedy wypiąć się dupą do publiki (czytaj: odwrócić plecami). Zdziwiła mnie też długość tego koncertu: godzina i piętnaście minut. Sporo jak na pierwszą kapelę… U nas pierwszy support wyjdzie podrze mordę przez pół godziny i dalej za scenę żłopać piwsko hehe. Ogólnie występ naprawdę mi się podobali i zachęcił do zapoznania się z Hetroertzen.

trollKoncert się skończył, świeczki pogasły a ja udałem się przewietrzyć. Nie wiem czy 10 minut minęło a na scenie zainstalował się już norweski Troll. Przyznam szczerze, że przed występem starałem się zapoznać, choć trochę z ich twórczością jednak to, co przesłuchałem delikatnie rzecz ujmując nie wzbudziło mojego zainteresowania. Pod scenę jednak pomaszerowałem. Od razu rzucił się na uszy największy mankament tej kapeli: klawisze. Strasznie to daremnie brzmiało. Trzeba dać gościowi od stukania w parapet wypowiedzenie ze skutkiem natychmiastowym. Poza tym to koncert nienajgorszy. Zdarzały się fajne momenty ot, choćby taki „Neo-Satanic Supremacy” – całkiem niegłupi numer na żywo albo „The Beast” (tylko te klawisze: kurwa, tak przyjemne jak wsadzenie sobie śrubokręta w ucho). Ludziom się najprawdopodobniej podobało. Ciężko to stwierdzić jednak jednoznacznie, bo nikt się za bardzo nie ruszał hehe. Osoba machająca banią to ewenement. Przeważnie entuzjazm publiki wyrażany jest skromnym potakiwaniem podczas numeru i kilkoma klaśnięciami po. Myślałem nawet z zapoznanym Polakiem żeby rozpocząć jakiś delikatny młyn pod sceną, ale istniała spora szansa, że za przepychanki wywalą nas z knajpy… Dziwny kraj, dziwni ludzie hehe.

dhgKoncert mi dość szybko zleciał i jak zwykle po udałem się na świeże powietrze i po krótkiej chwili na scenie już pojawili się panowie w smerfastycznie niebieskich corpse paintach, czyli gwiazda wieczoru: Dodheimsgard. To była moja pierwsza styczność „na żywo” z tymi panami, choć do koncertu już kiedyś się przymierzałem (nieszczęsna wpadka Pana Piony zapewne pamiętana przez wielu – Dodheimsgard dalej ma notkę na ten temat na swoim fejsie). Set miał być połączeniem nowego i starego oblicza zespołu. Ja starego nie znam zbyt dokładnie za to nowe mi się podoba. Generalnie sporo się działo na scenie. Panowie tym razem nie byli pokolorowani każdy inaczej, a mieli jedynie niebieskie gęby. Wokalista miał na czole namalowane oko, a tylko perkusiście najbliżej było do tradycyjne wymalowanej mordy. Różny ludzie mają stosunek to tej scenicznej prezencji, mi to zasadniczo lata koło fleta, bo uważam, że to muzyka powinna się bronić. A tu widać, że ekipa obyta na scenie już wiele lat, mają swój styl – tego im nie można odmówić. Nie wiem jak starsze numery, ale nowe trochę okrojone z elektroniki. Dalej zastanawiam się czy to na plus, ale odegrane na żywo „The Snuff Dreams are Made of” czy „21st Century Devil” kopią po dupsku. Ja bardzo lubię ostatnie wydawnictwo Norwegów wiec usłyszenie tych numerów na żywo dało mi sporo satysfakcji. Koncert trwał nieco ponad godzinę po czym po odprawieniu swojej magii Dodheimsgard zeszło ze sceny. Nie wiem czy ich występy nie przewidują bisów… Może nie zagrali nic extra, bo nikt się nie domagał tylko wszyscy udali się do wyjścia. Mało spontaniczni ci Norwedzy, to chyba przez to zimno hehe.

Muszę przyznać, że wizyta na koncercie Dodheimsgard, Troll, Hetroertzen w Oslo to było ciekawe doświadczenie. Mimo iż nie jestem jakimś wybitnym fanem i znawcą tych kapel czerpałem wiele satysfakcji z bycia na Black Metalowym (mniej – więcej) koncercie w mięście gdzie te wszystkie odwrócone krzyże, pentagramy i pomalowane mordy się zaczęły. Bilety do Norwegii są tanie jak barszcz wiec teraz trzeba pomyśleć nad Inferno Festiwalem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *