Supreme Lord „Father Kaos”

Wydawca: Witching Hour Productions

Tak, kurwa tak! Po kilku latach milczenia z nową płytą powrócił Reyash i jego Supreme Lord. I pourywał mi gnaty w okolicach dupy.

Już sam tytuł – „Father Kaos” miło nas łechce, heh.A tu proszę ja Was jeszcze pozostaje muzyka – brutalna, utrzymana w starym dobrym death metalowym stylu. Ten zespół nie wpycha się na siłę w oldskulowe gacie, Supreme Lord jest po prostu old schoolowym aktem, ma to we krwi. Osiem nowych numerów miażdży swoim ciężarem, motoryczne riffy przemielą Was niczym stara maszynka do mięsa – wystarczy, że zarzucicie sobie numer tytułowy, zrozumiecie o co mi chodzi. Supreme Lord każdym numerem zasadza nam siarczystego kopa w dupę, po którym w jakiś dziwny sposób wcale nie mamy dość. Naprawdę „Father Kaos” to chyba ostatnimi czasy najpopularniejsza pozycja w moim odtwarzaczu samochodowym. I dziwię się, że nie wszyscy lubią Supreme Lord i ich bluźnierczy metal śmierci, bo pomimo że moje wymagania nie są może zbyt wygórowane, to jednak drugi krążek zespołu naprawdę miażdży mnie przy każdym przesłuchaniu. A dla niedomiażdżonych zostają jeszcze kawałki bonusowe, w tym covery Blasphemy i Witchmaster.

Supreme Lord powrócił w świetnym stylu, co naprawdę mnie nie zaskoczyło. Krążek zdecydowanie lepszy niż debiut, wysokiej klasy death metal, z bluźnierstwem na ustach i Diabłem w sercu.

Ocena: 9/10

Tracklist:

1. Stop The Silence
2. Massacration
3. The Be(a)st Is From Hell
4. Father Kaos
5. Blood Is A Life
6. Shame Ov God
7. Legion Of Doom
8. Supreme Lord
9. Profanation ( Incantation cover)
10. Legion Of Doom (Bonus track from demo 2006)
11. Ritual ( Blasphemy Cover ) (Bonus track from demo 2006)
12. Tormentor Infernal ( Witchmaster Cover ) (Bonus track from demo 2006)
Autor

9678 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

2 komentarze

  • Czytając recenzję odnoszę wrażenie że ja i jej autor słuchamy dwóch różnych płyt…dla mnie ten cd to zawód roku 2011.

  • Hmm, nie. Sprawdziłem wczoraj i jednak obstaję przy swoim, urwało mi łeb. No ale może dlatego, że nie nastawiałem się jakoś bardzo na ten krążek, mimo, że debiut był dobry.  😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *