Sphere „Homo Hereticus”

Kontakt: Sphere

Skłamałbym mówiąc, że czekałem na drugi krążek Sphere z utęsknieniem. Demówka mi się nawet podobała, debiut jakoś jednak umknął, mimo że dołączony był do nieistniejącego już traszemola. Dwójeczka jednak jest – i się podoba, co najważniejsze.

Homo Hereticus” zawiera dwanaście kawałków utrzymanych w prostym death metalowym stylu. Nie jest to popularny ostatnio oldschool, ale nie jest to też jakieś wymyślne granie pod Decapitated na przykład. Death metal w wykonaniu Sphere kopie jednak moje wrażliwe pośladki. A jest na czym ucho zawiesić, zwłaszcza jeśli ktoś lubi debiutancki krążek takiej mało znanej kapeli jaką jest Terrorizer – wpływy tych panów są dość słyszalne. Chwilami zespół zapędza się nawet w bardziej grind’owe rejony, głównie w takim „Sadistfucktion”, który oprócz tego, że jest chyba najszybszym numerem na płycie, to utzrymany jest właśnie w takiej grind’owo rozbujanej konwencji. Również wokalista czasem z dość czytelnego growlu zakwiczy prosiaczkowym voicem. Choć kiedy indziej sporo tu również czystego death metalu a’la Vader czy Morbid Angel. Może jedynie zamykający album „War” ma w sobie coś z wkurwienia i agresji znanej na przykład z krążków Angelcorpse – bardzo gwałtowny numer, jakby lekko inny od pozostałych kawałków i chyba najkrótszy ze wszystkich. Jednym słowem „Homo Hereticus” słucha się przyjemnie, bo któż nie lubi dostać od czasu do czasu po prostu zdrowego death metalowego wpierdolu?

No, czasu spędzonego z materiałem Sphere nie uważam za stracony. I czuję, że raz na jakiś czas spokojnie powrócę do tego albumu, co przy natłoku materiałów ostatnimi czasy nie jest rzeczą łatwą, hehe. Ale Sphere są tego warci.

Ocena: 7,5/10

Tracklist:

1. Forever Sworn to Blasphemy
2. Godless Profanity
3. Third Scent Carcass
4. Sadistfucktion
5. Homo Hereticus
6. Holistic Paralisys
7. Psalm to the Dark One
8. Grave’s Cold Darkness
9. Vengeance is the Core of All
10. Devils Reunion
11. Beyond Madness of Gods
12. War
Autor

11089 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *