Przed Wami kolejny materiał zespołu, który na scenie jest 20 lat. Tym razem to EP-ka, która jak mniemam, ma być zapowiedzią pełnowymiarowego krążka. Ma on – jeśli dobrze zarejestrowałem – ukazać się jesienią bieżącego roku.

Sporo lat na scenie. Nie ukrywam, że zawsze miałem do Saltus słabość. To jeden z tych – nielicznych – zespołów, który potrafił paroma prostymi dźwiękami, wyjebać taki riff, że wgniatał się on w mózg, nie oszczędzając przy tym czaszki. I nie chciał z głowy wyleźć. Saltus potrafił tworzyć utwory mający ten jeden, długo wyczekiwany moment. I to się świetnie sprawdzało na koncertach. Bo gdy ten moment następował, lał się miód (w wersji dla amatorów piwsko), miecze trzaskały o tarcze, dumni Słowianie podnosili głowy, a kurz z pola bitwy przyozdabiał ich poorane wojną twarze. Jak Saltus krzyknął „Sława!”, to młodym wojom rosły włosy na jajach, a bractwa rycerskie notowały rekordowe nabory nowych członków. Miał też oczywiście – dla równowagi dodam – zespół ten dryg do nagrywania utworów w których za wiele ciekawego się nie działo. I piszę o tym – jak się zapewne domyślacie -nie bez powodu. Bo niestety najnowszy materiał w dużym stopniu idzie w tę gorszą stronę. I nie pomaga nawet nagranie raz jeszcze utworu z bodaj pierwszej demówki. Mam tutaj na myśli „Ducha ciemnych borów”, który ma to „Coś”. Jebnięcie. I nawet wersja „U mojej matecki” zaproponowana przez Saltus nie ratuje dla mnie tego materiału. Chociaż zdecydowanie jestem za takimi aranżacjami. Zostawiam te dwa utwory, pozostałe wypierdalam. Znaczy niech sobie lecą, ale nie u mnie. I teraz tak. Mam nadzieję, że pierwszy po ponad 7 latach pełnowymiarowy krążek Saltus  będzie zdecydowanie lepszy. „Opowieści z przeszłości” z rzadka polecą w moim odtwarzaczu.

To na tyle dzisiaj. Do widzenia się z Państwem.

Ocena: 5.5/10

Tracklist:

 

 

01. Czyn i wola

02. Czas zemsty

03. Duch ciemnych borów

04. Wierni starej tradycji

05. U mojej matecki