Resurgency „False Enlightenment”

Wydawca: Hellthrasher Productions

Bez zbędnego pierdolenia – ten zespół jest chyba najlepszą wedle mnie grupą w bogatej i mocnej ofercie Hellthrasher Productions. Już tłumaczę dlaczego.

Grecy z Resurgency udanie łączą to co w europejskim i amerykańskim death metalu najlepsze – ich kompozycje przykuwają uwagę, będąc zarazem wściekłymi i brutalnymi festiwalami przemocy. „False Enlightenment” to czterdzieści minut rzeźni spod znaku Deicide, Sinister… Cholera, te same zespoły wymieniałem przy okazji ich splitu z Desloator, ale widać, że czasem brak zmian jest jak najbardziej pozytywny. Choć są pewne zmiany – debiut brzmi jeszcze potężniej i mroczniej. Na tym albumie nie ma złego momentu, nie ważne, czy Resurgency gra akurat wolniej czy szybciej – cały czas ich muzyka zapiera dech w piersiach – ci goście idealnie czują klimat lat dziewięćdziesiątych, lecz wcale nie inspirują do bycia kolejną kopią – dlatego też moje wcześniejsze porównania nie są takie jednoznaczne, dlatego brzmienie „False Enlightenment” jest tak zajebiste, dlatego słucham tego krążka z wypiekami na twarzy, pomimo że za mną już kilkadziesiąt przesłuchań. Pozycja Greków w obecnym roku kalendarzowym nie ma sobie wielu równych, a w każdym razie nie wiele nazw przychodzi mi do głowy.

Przepraszam – miała być recenzja, a wyszła laurka. Ale nie mogło być inaczej po takim krążku jak „False Enlightenment”. Kupować i słuchać!

Ocena: 10/10

Tracklist:

1. Craniums of Slain Disciples
2. Ending the Beginning
3. Black Holes of Antiverse
4. Dark Revival
5. False Enlightenment
6. Hideous Premonition
7. Where Despair Dominates
8. Mouth of Hades
9. Psychosis
10. Binding Is Fatal

 

Autor

11622 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

1 komentarz

  • Się wkradła szanownemu Autorowi literówka. Pewnie chodziło o „aspirować”, a nie „inspirować”. Okładeczkę jak widzę też mają Panowie zajebistą, w starym stylu. Pędęm lecę przesłuchać. A Dieu !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *