Ghold „Of Ruin”

gholdWydawca: Ritual Productions

Wygrzebałem sobie na dziś coś, co nazywa się Ghold i gra muzykę, która opatrzona jest szufladką ze strasznie długą etykietą. Już od początku ta kapela mi nie podeszła. Materiał, który aktualnie katuje ma tytuł „Of Ruin” i nie mogę powiedzieć, że słucham go z przyjemnością.

Zacznijmy od tego, że punktem wyjścia muzyki granej przez Ghold jest doom/sludge czy coś w ten deseń. W ten, już niemało skomplikowany, szkielet wplecione są elementy black metalu, noise’u, ambientu i szeroko pojętej psychodelii. Nie brzmi to jak coś, przy czym można sobie wesoło poskakać pod sceną? No, nie brzmi. Muzyka na tej płycie sączy się wolno, przez co strasznie mi się dłuży. Te niecałe 45 minut są dla mnie nie do przebrnięcia na raz i muszę sobie muzykę Ghold aplikować małymi dawkami. Może przez to zaciera mi się nieco obraz całej płyty, ale nie zmienia to faktu podstawowego: to nie jest granie, które sprawia mi przyjemność. Słucham tego bardziej z poczucia obowiązku niż z własnej chęci. Cieszy mnie myśl, że napiszę tą recenzję i nie będę musiał to tej kapeli wracać. Ja rozumiem, że to może mieć swoich fanów, jednak dla mnie jest to już za mocne kombinatorstwo. Jakby jednak przymknąć jedno oko na tą awangardę to jednego im nie można odmówić: ich muzyka ma niesamowity ciężar. To brzmienie rozłupuje czaszkę. To jest wielka siła tej płyty. Szkoda, że całość jest tak ciężko przyswajalna przez mój organizm.

Widzę jednak tą kapelę grającą na jakimś industrialnym festiwalu w opuszczonej fabryce, przy przygaszonych światłach z powodzią mgły wypływającej z za sceny. W takich warunkach i przy publice składającej się w 95% z naćpanych ludzi takie granie ma sens. W domowym zaciszu nie sprawia mi ono jednak wiele przyjemności. Wolę muzykę, która nie kojarzy mi się z borowaniem zęba, chyba że jest to grindcore hehe.

Ocena: 5,5/10

 

Autor

788 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *