Egzekwie “Czarna noc duszy”

 

Wydawca: Under the Sign of Garazel

Kurwa, jak mogłem tego nie wydać. Takie to myśli chodzą mi teraz po głowie. Na szczęście – to nie moja wina. Druga „połówka” BV stwierdziła, że nie ma sobie co gitary zawracać. Cóż. Znalazł się jednak ktoś, kto nie jest głuchawy i to wydał.

 

Debiut Egzekwie jest jak śmierć. Dostojna i niespecjalnie rychliwa, ale i tak dosięga swoją kosą (w tym wypadku muzyką) wszystkie duszyczki. Śmierć jak twierdzą niektórzy, bywa też piękna i po dłuższym kontakcie z tą płytą, można się na prawdziwość takiej tezy zgodzić. Wszyscy również się też obawiają. Przy pierwszym kontakcie z „Czarną nocą duszy”, myślę że i takie uczucie może wystąpić. Z drugiej strony śmierć to też „zwykły” turpizm – po człowieku zostaje tylko skóra z flakami, które przysypuje ziemia. Ulatuje gdzieś cała mityczna ludzka dusza, boski pierwiastek – zwał jak zwał. Czasem ta śmierć bywa też pokrzywiona, groteskowa i nieprzewidywalna. Zupełnie jak koncepcja egzekwii w wykonaniu zespołu. Znajdziemy tu w końcu nutkę optymizmu, tchnienia nowego życia, ale – co charakterystyczne dla całego krążka – jest ono niemiłosiernie wręcz powykręcana. To wszystko oczywiście, jest tylko moim prywatnym odbiorem. Ale taka dla mnie jest ta płyta. Zespół rozkręca się z utworu na utwór, skutkiem czego, dużo lepsza jest druga połówka „Czarnej nocy duszy”. Na ile jest to efekt inspiracji naprawdę z górnej muzycznej półki w tej części (chociaż akurat to słowo w różny sposób można w przypadku poszczególnych utworów odbierać), a na ile klimat w którym muzykom udaje się wciągnąć słuchacza – ciężko mi ocenić. Wiem jedno – panowie się naprawdę przyłożyli. W czasie kolejnych przesłuchań i lekturze wkładki (niestety moi drodzy, wypada przeczytać w tym wypadku teksty, ale to zawsze zaliczyć można jaką tą jedną, statystyczną książkę w roku) obok wyżej wymienionych skojarzeń, najbardziej rosło mi jedno: parnasizm. I też nieco powykręcany. Nie wszystkie elementy składowe tego prądu (w ujęciu francuskim) mają tutaj zastosowanie, ale ton, forma i pewne myśli, koncepcje, które zdają się z „Czarną nocą duszy” wiązać, takie skojarzenie we mnie wzbudziły.

 

A jeśli chcecie dowiedzieć się do czego Egzekwie zostało przyrównane, sprawdźcie flejersa. Wyjątkowo zgadzam się z tym co tam jest napisane.

Ocena: 8/10

Tracklist:

01. Złość z Mego świata
02. Biada
03. Cuda i dziwy
04. Egzekwie
05. Gdzieś w oddali
06. Język Sukuby
07. 100 Lat Trwania
08. Młodość / W Bólu

Autor

3827 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

1 komentarz

  • Jednak Polska do funeralu nie ma szczęścia. Żenujący Oktor, marne Source of Deep Shadows; chyba tylko Zaraza i Nightly Gale ratują sytuację, chociaż to nie do końca funeral. A Egzekwie? Kolejnemu się wydaje, że funeral to wolno zagrany death metal. Niestety tak nie jest.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *