Cultes Des Ghoules „Coven, or Evil Ways Instead of Love”

Wydawca: Under the Sign of Garazel Productions / HHR

Niniejsza recenzja to w zasadzie luźny zbiór myśli, tak na przekór zamkniętej kompozycji jaka cechuje ten materiał (chociaż nie do końca, ale o tym niżej), które gdzieś tam w przeciągu miesiąca zapoznawania się z „Coven, or Evil Ways Instead of Love” się pojawiły.

– Hell’s Headbangers Records reklamuje ten krążek zestawiając go z dwójką Master’s Hammer. Pierwsza myśl, gdy zacząłem słuchać – „To ja bym poszedł w stronę połączenia Necromantii z Devil Doll”.

– Wspomniana zamknięta kompozycja obejmująca każdy aspekt tego materiału (mam tutaj myśli również szatę graficzną) ma najsłabsze ogniwo w postaci muzyki. A dokładniej tego, że pojawiają się dłużyzny.

– Jak już jestem przy muzyce, to brakuje mi dusznego klimatu z „Henbane”, chociaż to akurat mogę wytłumaczyć zamysłem Cultes Des Ghoules. Odnoszę wrażenie, że „Coven…” to taka wykrzywiona black metalowa opera balladowa, czy też jej niemiecka odmiana – Singspiel. Podkreślam raz jeszcze – wykrzywiona w kwestii cech gatunku.

– To co napisałem wyżej powoduje – w moim odczuciu – że dźwięki zawarte na tym materiale, stały się bardzo przystępne. Mniej tutaj zła i duchoty,  a więcej powietrza

– Brzmienie – zajebiste na słuchawki, materiał słuchany na głośniku – traci

– Kurwa – za długo. To druga myśl, która opisuje mój kontakt z nowym pacholęciem Cultes Des Ghoules. W zasadzie to już gdy było wiadomo ile materiał ma trwać, zastanawiałem się jak to się broni. I teraz całość rozbiję na podpunkty:

* Jest za długo a do tego to materiał, którego trzeba słuchać jednym ciągiem. Inaczej traci sens. A znaleźć w ciągu dnia tyle wolnego czasu, to jednak problem. To jedna sprawa.

* Druga – na „Coven, or Evil Ways Instead of Love” trzeba mieć specyficzny humor. Zajawkę – że tak zawieśniaczę. Nie jest to płyta do której – po początkowym zainteresowaniu – będzie się za często wracać.

* Nie sprawdza się słuchanie pojedynczych utworów – znaczy sens to i może by miało, ale tracą one moc, wynikającą ze wspomnianej kompozycji zamkniętej.

* Całość świetnie sprawdza się jako dodatek do podróży, gdy za oknem piździ, pada i w chuj ciemno, bo nic dookoła nie ma (sprawdzone na trasie Rzeszów – Lublin). Klimat masa 1000.

Cultes Des Ghoules dalej w bardzo sugestywny sposób „maluje” obrazy w głowie słuchacza. Oczywiście jeśli ten ostatni zamierza je w ogóle do siebie dopuścić, czyli skupi się na tym materiale. I to akurat uważam za największą zaletę CDG.  Cały koncept „Coven, or Evil Ways Instead of Love” to rzecz godna uwagi.

– Dalej to muzyka idealna na ścieżkę dźwiękową dla kiczowatych, przykrytych już nieco kurzem, ale wciąż wgniatających klimatem horrorów.

– Nie jest to najlepsza płyta Cultes Des Ghoules.

– Pewnie będzie miała więcej krytyków niż poprzednie.

Koniec. Tak mniej więcej wyglądają robocze wersje moich recenzji. W tym wypadku postanowiłem zostawić ją jako wersję finalną.

Ocena: 7/10

Tracklist:

CD1
01. The Prophecy (Prologue) / Devell, the Devell He Is, I Swear God… (Scene I)
02. Mischief, Mischief, the Devilry Is at Toil… (Scene II)
03. Strange Day, See the Clash of Heart and Reason… (Scene III)
04. Storm Is Coming, Come the Blessed Madness… (Scene IV)

CD2
01. Satan, Father, Savior, Hear My Prayer… (Scene V)

Autor

3637 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *