Azarath „Blasphemers’ Malediction”

Wydawca: Witching Hour Productions

A teraz coś dla spragnionych czystego metalowego piekła. Z samych bowiem jego trzewi, a może nawet jelita grubego uderzył po raz piąty pomorski Azarath. I przyniósł pewne zmiany.

Pomijam już nawet zmiany natury personalnej, bo wszyscy chyba wiedzą, kto odszedł, kto przyszedł. Ja tu mówię o innych rzeczach. Tak, o okładce też – widzieliście państwo kiedyś tyle kolorów na froncie płyty Azarath? Właśnie. Choć, jak na twardogłowego metalowca przystało, żałuję, że odeszli trochę od konwencji znanej z wcześniejszych wydawnictw, to i do najnowszej odsłony mimo to nic nie mam. Jak natomiast z muzyką? Cóż, dołożyli trochę skrzypków tu i ówdzie, złagodzili riffy, a Necrosodom zaczął szczekać na deathcore’ową manierę. Uwierzyliście? To co Wy wiecie o Azarath? „Blasphemers’ Malediction” to nadal death metalowa inkarnacja bestii, choć jakby trochę odmieniona od poprzedniczek. Dzisiejszy Azarath jest bardzo bliski temu, co drzewiej robiło Damnation. Mówię tak opierając się po pierwsze na brzmieniu, po drugie na strukturze utworów. Bo brzmienie jest dość surowe, chropowate, ale brak tutaj tej gęstości, która w mojej opinii charakteryzowała wcześniejsze dokonania Azarath, równocześnie na myśl przywodzi właśnie wcześniejszą kapelę Barta. Co zaś się tyczy samych kompozycji – mamy tutaj do czynienia z większą dozą „melodii”, jeśli mogę tak je nazwać. Zamiast na agresję i brutalność, jak w przypadku krążków od pierwszego do trzeciego, na piatym opusie mamy to co zapoczątkowane zostało już na „Praise The Beast” – prymatu diabelskiej atmosfery nagrania. Posłuchajcie sobie „Under The Will Of The Lord” i odpowidzcie sami – czy wcześniej taka kompozycja pojawiła się u Azarath? Ja nie kojarzę. Zwłaszca, że wspomniany numer rozpoczyna się niemal na black metalową modłę. Blackowych zagrywek mamy tutaj też więcej,jak w kończącym całość „Harvester Of Flames”. Ale nie bójcie się – to nadal Azarath, ziejący siarką i plujący smołą – ten sam, który poznałem na Revelation Tour, z tym, że obecnie bluźnierstwo ma lekko zmienioną postać. W ten death metal wkradło się więcej przestrzeni, nie umniejszając wcale poziomowi agresji i bestialstwa. A może wręcz je potęgując, gdyż teraz zło siane jest z większym wtrafinowaniem. Tak by trafiło głębiej, a wyrosło prężniej.

Nowy album Azarath na pewno będzie jedną z najlepszych pozycji w polskim undergroundzie. Osobiście dla mnie „Blasphemer’s Malediction” jest chyba najlepszym krążkiem, jaki w tym roku usłyszałem na niwie polskiego metalu.

Ocena: 10/10

Tracklist:

1. Arising The Black Flame
2. Supreme Reign Of Tiamat
3. Crushing Hammer Of The Antichrist
4. Firebreath Of Blasphemy And Scorn
5. Behold The Satan’s Sword
6. Under The Will Of The Lord
7. The Abjection
8. Deathstorms Raid The Earth
9. Lucifer’s Rising
10. Holy Possession
11. Harvester Of Flames
Autor

11070 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

5 komentarzy

  • Prawda kurwa! Dodałbym jeszcze, że Maras wrzucił tu sporo z Thunderbolt. Genialna płyta.

  • najsłabsza? no tak kurwa, przestali łoić byle szybciej i mieć czarno-białe okładki to się”prawdziwki” wzburzyły…no i chuj wam w dupska, bo materiał jest wybitny ale nie dla waszych pustych łbów.!

  • materiał wypierdala z butów. nic do dodania.
    ok, płyta może jest trochę inna, ale nie odważę się powiedzieć, czy lepsza, czy gorsza od wcześniejszych wydawnictw.

    męczę od rana Deathstorms Raid the Earth. majstersztyk.

    pełna zgoda z 10/10

  • Płyta jest za3bista,najmocniejsza jaką nagrali,wolę ją nawet od Infernal Blasting a to co Zbychu Inferno wyrabia na garach to tylko trzeba się zastanowić czy tam siedzi cyborg czy człowiek.

    10/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *