Aries Vehemens „Decade of Necrosodomy”

aries

 

Kontakt: Aries Vehemens

Dzisiaj oficjalnie kończy się trylogia zatytułowana przeze mnie roboczo „Nowy Targ Metal”. Za nami Rotten Ages i Ignis Inferni, a przed nami na co już pewnie błyskotliwa młodzież wpadła, Aries Vehemens. Czy Caruso zacznie mówić szybciej? Czy Ridge Forrester jeszcze z kimś nie zdążył się przespać? Czy Xena – wojownicza księżniczka kiedyś zginie?

 

Na te i wiele innych pytań nie dostaniecie tutaj odpowiedzi. Postaram się Wam jednak napisać, czemu z całej wymienionej trójki zespołów, to właśnie Aries Vehemens nie podszedł mi najbardziej. 12 kawałków przeciętnego defiora z pewnymi odcieniami czarnego metalu. Niestety. Problemem nie są pojedyncze utwory, bo można ich słuchać bez jakiś większych problemów. Koncertowo podejrzewam, że jest nawet na czym ucho zawiesić i laczkiem zakręcić. Niestety jeśli zbierzemy je w grupę i puścimy wszystkie naraz, zaczyna być nużąco. Owszem, nie wymagajmy nagrywania nowatorskich materiałów na których dzieje się tyle, że nie wiadomo w co ucho włożyć. Zresztą, kurwa, temat innowacyjności w dzisiejszej muzyce, to dyskusja akademicka. Wymagam, albo raczej oczekuję, że zespół, który ma ten 12 letni staż, będzie miał nieco więcej do powiedzenia. Fakt, nie kręci mnie taki prosty, rytmiczny death metal, ale jak mi ktoś włączy, to jestem w stanie go słuchać. Tylko musi mnie czymś zainteresować. Mocą, agresją, albo po prostu mieć to mityczne „coś”. A jak już jestem przy rytmie, to Aries V. jedzie na automacie i myślę, że – co w sumie oczywiste – trzeba Wam żywego pałkera. Strzelam jedak, że bieda w tej kwestii w okolicy Nowego Targu. Aries Vehemens określa swoją muzykę necrosodomic death metal, tak gwoli ścisłości . W kwestii doboru tekstów tematyka zwyrodnień  wdzięczna i szeroka. Zwolenników relacji uczuciowych z trupami, czy innych snuff movie wszak na pęczki.

 

W sumie tak sobie na zakończenie wymyśliłem, że niech Aries Vehemens dalej sobie gra (zresztą już widzę, jak po mojej recenzji przestają, he he). Najwyżej nie będziemy sobie wchodzić w drogę. Chociaż z ciekawości, jeśli będę miał okazję,skonfrontuję płytę z koncertem. Oczywiście anonimowo, żeby nie wrócić do domu z ubytkiem jedynek, hehe.

Ocena: 5,5/10

Tracklist:

01. Armageddon
02. Die Crushed
03. Father Master King
04. Omlette du fromage
05. Darkness in My Mind
06. Unholy Crusade
07. Sodomora
08. Dark Stigmat
09. I Owe You Nothing
10. Ages of Pain
11. Heavy Cross (Dechristianization)
12. Dead Vagina Obsession

 

Autor

3571 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *