Wydawca: Invictus Productions
Wiecie co jest chujowe? Że przez ten śmieszny „blackest” metalowy Xicifruk słysząc obecnie nazwę Qrixkuor mam cały czas skojarzenie, które podświadomie stara się obrzydzić mi muzykę Brytyjczyków. Ale taki chuj, nie dam się!
No, chwilę kazali czekać na następcę „Poison Palinopsia”. Cztery lata – niby dużo, ale jakoś minęło, szczególnie że po drodze jeszcze ukazała się EPka „Zoetrope”. Ale w końcu jest nowy krążek – „The Womb of the World”. I jak jest? No kurwa, jest trochę inaczej. A nawet nie trochę. I nie bez kozery wspomniałem tutaj o „Zoetrope”, bowiem to na niej Qrixkuor wprowadziło orkiestracje do swojej muzyki. Czy jak to tam zwał. Natomiast na drugiej płycie odpowiadający za całość Steve jeszcze bardziej je rozbuchał, nasycając ten mroczny death metal niemal do granicy wytrzymałości. Serio – odnoszę wrażenie, że „The Womb of the World” jest jakąś mroczną odpowiedzią na death/black metalową symfonię zniszczenia – przy użyciu instrumentów dętych, smyczkowych, szarpanych… Dzieje się tutaj wiele. Muzyka Qrixkuor już wcześniej była chaotyczna, pełna zmian tempa, ciężaru – teraz gdy dochodzą te wszystkie orkiestracyjne elementy mamy wrażenie, że całość zaraz eksploduje od ilości dźwięków. Również w kwestii wokali mamy nieco zmian – poza grobowymi growlami i pomrukiwaniami, dostajemy jeszcze (co prawda gościnnie) damskie, opętane partie w „And You Shall Know Perdition As Your Shrine…” – autorstwa Jaded Lung z Adorior. Ja Wam się przyznam, że w notce promo szukałem wspominki o Hekte Zaren, bo stopień obłąkania w tych aranżacjach jest niemożliwy. Zestawiając to z chorymi smyczkami, uderzeniami dzwonu i ponurymi, potężnymi gitarami dostajemy istne, muzyczne pandemonium. Teraz musimy zadać sobie jednak najważniejsze pytanie: czy to co słyszymy jest dobre?
Moim zdaniem tak, choć równocześnie mam wrażenie, że granica między nazwijmy to artyzmem a kiczem jest dość cienka. Nie mówiąc już o tym, że z uwagi na te zmiany, wielu słuchaczy którzy uważali „Poison Palinopsia” za album bardzo dobry lub wręcz doskonały (jak ja) mogą po prostu odbić się od „The Womb of the World” z uwagi na mnogość wtrętów… Co ja mówię – to już nie są wtręty, to jest pełnoprawna część płyty. I to właśnie paradoksalnie może być problem. Dla mnie nie – mamy do czynienia z muzycznym obrazem Sodomy i Gomory, a najwyraźniej znajdujące się w tych miastach orkiestry postanowiły zostać i grać do samego końca. Stąd wzięło się właśnie „The Womb of the World”.
Czy to album lepszy od „Poison Palinopsia”? Subiektywnie powiem – chyba nie. Jak widać, ja też muszę wyjść ze strefy komfortu względem tego zespołu i przełamać się w zupełności, co nie zawsze się udaje. Czy będzie to płyta dyskutowana? Nie wiem – Qrixkuor nie jest chyba aż tak popularny, by masowo dyskutowano o jego muzyce i rozkładano ją na czynniki pierwsze. A trochę szkoda, bo na to w pełni zasługuje. Wciąż to bardzo dobra pozycja, choć bardzo złożona i trudna. Na pewno zasługuje na wiele przesłuchań, zanim wydacie swoją opinię.
http://www.invictusproductions.net/
https://www.facebook.com/qrixkuor





