Wydawca: Redrum 666 Records
Podczas pisania tej recenzji do mojego miejsca pracy zawitała zakonnica. Zdziwiłem się, że dźwięki „Raping Mankind Disorder” nie posłało jej od razu do szefa (jej, nie mojego), ale widocznie była jakaś udawana i zamiast godzinek wolała słuchać „Blessed Are The Sick” na ten przykład, a habit nosiła dla jaj.
Tak, Preludium bowiem sprokurowało album powodujący, że święci na obrazach w mieleckich kościołach zakrywają uszy. Mowa o tym samym Preludium, które ma na swoim koncie dwie demówki i debiut sprzed pięciu lat („Eternal Wrath”) – z przeciętnej kapeli, jaką wówczas byli, przeszli poważną zmianę jakościową, ewoluując w rasowy death metalowy akt. Ale już samo brzmienie, wykute w czeluściach Chinook Studio, powala swoim ciężarem i idealnie pasuje do średnich w większości temp, tak miłych dla tego zespołu na „Raping Mankind Disorder”. Chłopaków porównuje się do takich Wielkich tego świata jak Nile, Hate Eternal czy Krisiun i coś w tym faktycznie jest. Gdy zespół przyspiesza i wchodzi na szybsze tempa to wówczas faktycznie chwilami kojarzy mi się to z brazylijską szkołą samby. Wolne zaś – z piewcami czasów faraonów. Do tego pierwiastek twórczości Morbid Angel, lecz wszystko to zrobione ze smakiem, z wykluczeniem chamskiego zrzynania, a następnie wypierania się tego w wywiadach na zasadzie „Uważam, że jesteśmy na maksa zajebiści i oryginalni, a kto tego nie słyszy ten głuchy buc…”. No i nie sposób przejść obojętnie obok gry Augusta, którego partie są kręgosłupem całego „Raping Mankind Disorder” – nie jedna kapela może pozazdrościć chłopakom pałkera (choć obecnie Preludium ma już nowego perkusistę). Cały kwartet jest zresztą siebie wart. Trzeba oddać Mielczanom sprawiedliwość, że rzeczywiście próbują oni wykrzesać pierwiastki własnego stylu, między innymi poprzez ciekawe użycie digeridoo – i coś tam powoli zaczyna kiełkować.
No, myślę, że zespół będzie zadowolony z laurki, jaką im wymalowałem, całkowicie zasłużenie zresztą. Ja ze swej strony mam nadzieję, że „Raping Mankind Disorder” będzie nowym początkiem dla zespołu, wyzaczająć poziom, poniżej którego Preludium nie zejdzie. Bo jest naprawdę dobrze.
Ocena: 8,5/10
Tracklist:
| 1. | The Slave of Sin | ||
| 2. | Inhumane Obsession | ||
| 3. | Desecration by Fire | ||
| 4. | Anti-God’s Lament | ||
| 5. | Suffering for Nothing | ||
| 6. | Unworthy of Murdering | ||
| 7. | The Dawn of the Emperor | ||
| 8. | Origin | ||
| 9. | Ultimat Judgement |



