Już na wstępie się Wam przyznam, że Possession to obecnie jeden z tych zespołów, które słucham codziennie. Na koncie mają tylko krótkie materiały, więc nawet i parę razy dziennie, jak się uda. I za każdym razem jestem totalnie zniszczony.
Na przykład taki najnowszy materiał, „1585 – 1646” to jest kurwa istne piekło. Nie mam pojęcia, jakim cudem ci Belgowie potrafią skomponować krążek, który zarazem jest cholernie agresywny, a równocześnie epatować takim skumulowanym, podskórnie odczuwalnym Złem. Że pierdolę? Nie, w żadnym wypadku – cztery numery składające się na ten dwudziestopięciominutowy minialbum są perfekcyjnym złem w myśli, słowie i uczynku. I w nucie. Black/death metalowa plaga z lekkim thrash metalowym podbiciem. Już od gregoriańskiego intro na tle burzy wiemy, czujemy i jesteśmy pewni, że ponownie nie będzie co zbierać. I rzeczywiście tak jest. Płyta rozkręca się powoli, nabiera na sile jak nawałnica, ale gdy już wejdzie w swoje stadium – kamienia na kamieniu nie ujrzysz. U Possession najbardziej lubię te wkurwione, majestatyczne brudne riffy w średnich tempach, tak bardzo złowieszcze… I tak bardzo wpadające w ucho, pulsujące, nie opuszczające przez całe dni… Na „1585 – 1646” jest ich naprawdę bardzo dużo. Jestem kupiony od pierwszego grzmotu w intro do samego zamknięcia, bo jest to EPka bez słabych momentów (może poza średnio ciekawą okładką).
Niniejszym w pełni rekomenduję ten krążek. Wszystkim. Zawsze. Maks w pełni zasłużony.
Ocena: 10/10
Tracklist:
| 1. | Obscurity – Visitation | ||
| 2. | Ceremony | ||
| 3. | Guilty | ||
| 4. | Ablaze |





