Kurwa, nie lubię być rozczarowany i podejrzewam, że większość z Was doskonale mnie rozumie. Na szczęście to rozczarowanie nie dotyczy jakichś kardynalnych rzeczy w życiu, a jedynie kolejnej EPki kanadyjskiego (ale z polskimi korzeniami) Plague Weaver.
Poprzedni, debiutancki materiał tego zespołu, trafił do mnie w zasadzie znikąd i jakoś tak się stało, że naprawdę przypadł mi do gustu. A ja lubię sobie śledzić takie rozwijające się zespoły, obserwować w którą stronę pójdą. I zazwyczaj spełniają pokładane w nich nadzieje. Niestety, „Through the Suplhur Eyes” uważam za spadek formy w porównaniu do wcześniejszej EPki. Jest dwa razy dłuższa, ale niestety – jest też nudniejsza. Wcześniej w tych dwóch numerach czuć było niezły, roczny drive. Na nowym wydawnictwie nie czuć niczego. Może poza nudą. Przykro mi to mówić, ale tak się sprawy mają. Ja rozumiem, że black/doom metal nie każdego musi porywać, ale na tej EPce numery, które trwają po cztery minuty ciągną się, jakby trwały po czterdzieści – a biję się w piersi, słyszałem kompozycje czterdziestominutowe, które mnie porywały. Z Plague Weaver uszło życie, ulotniła się gdzieś tląca na wcześniejszym minialbumie nienawiść. Zastąpiła je nuda. Nawet zdarzające się tu i tam przyspieszenia są nieciekawe i jak dla mnie – zrobione na siłę. Niestety, ale jestem zdecydowanie na nie.
Szkoda, bo pokładałem nadzieje w tej grupie. Może to tylko wypadek przy pracy i kolejny materiał będzie przynajmniej tak dobry jak „Plague Weaver”. „Through the Suplhur Eyes” ląduje na stercie – „przesłuchane – nic ciekawego – do zapomnienia”.
Ocena: 4/10
TRacklist:
| 1. | Through the Sulphur Eyes | ||
| 2. | The Traveller | ||
| 3. | Descent | ||
| 4. | Unchained | ||
| 5. | Alchemy |




