Wydawca: War Productions
A tych panów to ja już słyszałem na jakimś splicie. No nie powiem, słoneczna Hiszpania jak widać również ma coś do zaoferowania w temacie thrash metalu.
Omission to kwartet z Madrytu, który udanie łupie staroswiecki speed/thrash metal, lekko przywędzając go na black metalowym ogniu, ot tak dla smaku. Całkiem zgrzebnie wychodzi im to jeśli patrzymy na całość „Mercilless Jaws From Hell”. Te kompozycje nie aspirują bynajmniej do podium Najbardziej Odkrywczej Muzyki Roku, mimo to thrashersi mogą tych typów polubić. A przynajmniej jeśli lubią klasyków gatunku – Destruction, Iron Angel, Bathory… Osobiście chwilami wkurwiają mnie wysokie piski wokalisty, ale nie jest to jakiś wybitnie słaby punkt tego albumu. Pewnie jeśli miałbym słuchać go przez dziesięć godzin, szlag by mnie trafił, ale tak – jedno przesłuchanie „Mercilless Jaws From Hell” i wszystko w porządku. Bo ten krążek (choć w moim przypadku, to kaseta) taka właśnie jest – puścić sobie, odsłuchać, walnąć browarka i potupać nogą. Potem odstawić i wrócić za jakiś czas. Proste, prawda?
Żeby mnie jakoś wybitnie ta płyta porwała, to rzec nie mogę. Ale na pewno zła nie jest i jeśli macie ochotę sprawdzić, jak radzą sobie Hiszpanie w temacie czarnego thrash metalu, zachęcam. Bo łupią solidnie.
Ocena: 7/10
Tracklist:




