Wydawca: Lower Silesian Stronghold
Obstawiam, że część osób po odpaleniu dżingla znajdującego się na dole recenzji od razu skapnie się, kto jest liderem tego projektu. Ja twórczość tego Pana lubię, a omawiany dzisiaj album jest naprawdę wyjątkowy. Jednakże może być on dla niektórych niezbyt przystępny, a to za sprawą zawartych na płycie kompozycji.
Na „Z krwi żałobnych płomieni” znalazły się cztery utwory spod znaku dark ambientu i drone połączone z minimalistycznym black metalem. I cóż mogę ja Wam powiedzieć? To kawał smutnego grania… Całość jest odegrana wprost z przegniłego serducha. A żałobny klimat i emocje wylewają się wiadrami. Klawisze to prawdziwa miazga. Dawno tak mi się włos na karku nie jeżył. Niby również utrzymane w minimalistycznym tonie, ale mają w sobie coś magicznego… Człowiek w nich po prostu tonie a jak jeszcze doda się wokal (który pokochasz albo znienawidzisz) to nie ma zmiłuj.
To jedna z tych płyt, która jest bardzo osobista dla autora. Chcąca, żeby słuchacz zrozumiał, w jakim momencie w życiu się znalazł i poczuł jego muzykę. Mnie chwyciło. I za pierwszym odsłuchem drugim i piątym… Naprawdę niesamowity materiał. Większość pewnie nie podzieli mojego zdania, ale słuchając tych utworów, czuję jakbym sam, obchodził jakąś żałobę…
Tym razem bez oceny.
Tracklista:
1. Wskrzesiciel narodu cieni
2. Bezmiar otchłani dusz
3. Duchy idące poprzez ogień
4. Dezinkarnacja w ekwinokcjum czerwieni




