Z Neon Müd spotkałem się po raz pierwszy gdy otwierali w Rzeszowie koncert Taxi Caveman… chyba. Na pewno grali, bowiem ich sceniczny look a’la Klub Błękitna Ostryga był niedoodzobaczenia. Ale możliwe też, że dzięki temu między innymi nazwa została już ze mną po dziś.
Nie wiem jak dziś się scenicznie prezentują – natomiast muzycznie wciąż obracają się w sferze stoner/doom’ rocka. To się akurat nie zmieniło, choć mam wrażenie że „Mud and Black Water” jest jakby wolniejsza i bardziej ponura od tego, co wcześniej nagrali. Brzmienie jest cięższe i jakby duszniejsze, takie mam przynajmniej wrażenie obcowania z debiutem Warszawiaków. Ale przede wszystkim – jak na stoner przystało – jest to muzyka o wysokim współczynniku bujania. Nie idzie po prostu nie tupnąć nogą czy bujnąć całym ciałem w rytm ich numerów. Oczywiście jak każda płyta stonerowa, tak i ta stoi riffem – te zaś są dobre, a kilka wpada zdecydowanie w pamięć. I jest fajnie.
Ale to wszystko co mogę Wam powiedzieć o tym albumie – jest fajny i tyle. Czy to wystarczy, żeby się przebić? Nie wiem, życzę im tego. Ja Neon Müd lubię więc będę sprawdzał co tam u chłopaków słychać.
http://facebook.com/neonmudofficial





