Wydawca: Amor Fati Productions
Jeśli za zespołem stoi Ryan Foster z Conqueror oraz Hekla z Hadopelagyal, oczywistym jest, że takie wydawnictwo przykuje moją uwagę. I stąd też dziś, w dzień premiery, możecie przeczytać recenzję debiutanckiej płyty Necropolissebeht.
Jak zapewne podejrzewacie, ten niemiecko – kanadyjski duet zajmuje się muzyką iście ekstremalną. I tak w rzeczy samej jest, to co znajduje się na „Taurunovem – Th’Astraktyan Serfdome” najprościej opisać chyba jako black/death metal i proszę tego nie utożsamiać na pierwszym miejscu z war metalem, mimo że osoba Ryana mogłaby na to wskazywać. Bardziej szedłbym tu w stronę twórczości Teitanblood. Choć niezaprzeczalnie raczej mało zróżnicowane utwory mogą kojarzyć się z Proclamation czy oczywiście Blasphemy. Tak po prawdzie, wyżej opisana muzyka powinna mi się z buta spodobać, a czy tak jest w rzeczywistości?
I tak i nie. W Necropolissebeht podoba mi się niezaprzeczalne pierdolnięcie i bestialstwo, jak dźwiękowy zapis erupcji wulkanu podczas krwawej bitwy. Natomiast trochę odbiór psuje mi to, w jaki sposób „Taurunovem – Th’Astraktyan Serfdome” zostało wyprodukowane. Ten krążek jest mocno zbasowany, ze schowaną perkusją – słychać ją, natomiast dudnienie zestawu dochodzi jakby spod ziemi… Z drugiej strony, może taki był właśnie zamysł. Niemniej jednak taki zabieg powoduje, że poszczególne kawałki Necropolissebeht są cholernie podobne do siebie i za skurwysyna nie potrafię ich odróżnić. Może mało wprawiony w boju jestem, kto wie – natomiast słuchając debiutu tego zespołu nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że krążek ów leci cały czas na jednym patencie i koniec końców dość szybko się może znudzić, szczególnie jeśli nie ma się nastroju na takie granie. Sam wyłapałem chyba dwa elementy będące minimalnym urozmaiceniem – charakterystyczne sprzężenie gitary w którymś tam utworze oraz perkusyjne zakończenie „Numinocuidal War Winds”. Jak na czterdzieści minut muzyki – niewiele. Do tego muzyki, która pewnie przez dziewięćdziesiąt procent czasu zapierdala jednostajnie i z której w zasadzie wyrugowano zwolnienia, zaledwie w paru fragmentach stawiając na tempo umiarkowanie szybkie.
A pragnę podkreślić, że ja lubię wojenny black/death metal i odnajduję w dużej części tego typu muzyki najczystszą przyjemność. Tylko to też nie jest tak, że to chujowy album. Nie, „Taurunovem – Th’Astraktyan Serfdome” to dobra płyta, tylko z uwagi na produkcję i mocno jednostajną rzeźnię dość szybko się przejada. Trochę szkoda, bo skład tworzący Necropolissebeht to nie lada persony. Natomiast jak dla mnie, jest to album wystarczający na kilka przesłuchań i raczej nie ma się chęci do powrotu.

https://necropolissebeht.bandcamp.com
http://www.amor-fati-productions.de/




