Wydawca: Witching Hour
Kurwa, ale ja jestem stary. Pamiętam „For a Glory…” , wywiad z Mastiphal z „Fuckin Bitch” numer 9 i kartki na cukier, chociaż to ostatnie akurat w tym przypadku mniej istotne. Od pewnego czasu gra mi drugi krążek zespołu, a ja jak już tak się posiłkuje liczebnikami nie będę pierwszym który stwierdzi, że niespecjalnie dla mnie to co się na niej znalazło, jest dla mnie w jakikolwiek sposób, ekscytujące.
Nie, nie chodzi o to, że płyta jest słaba, czy że powrót się zespołowi się nie udał. Wszystko na tym krążku jest w zasadzie tip – top, tylko mnie takie granie po prostu za specjalnie nie kręci (w sumie to nawet nigdy nie kręciło), pozwolicie więc, że sobie nieco pomarudzę, ale to potem. Black metal,który prezentuje Mastiphal można zamknać w sporym hangarze z napisem „ewolucja muzyki metalowej na przestrzeni dwóch ostatnich dekad”. Mówiąc bardziej po ludzku na „Parvzya” znajdziecie mnóstwo elementów charakterystycznych dla jedynie słusznej muzyki w różnych wydaniu, aczkolwiek podwaliny pod ten krążek składa black metal. Pozorny nieład i histeria która wylewa się zarówno z muzyki, jak i wokali (moim zdaniem najjaśniejszy element tej płyty) w dłuższym kontakcie z tym krążkiem staje się spójnym, poukładanym przekazem, którym to Mastiphal Anno Domini 2011 postara się zarazić dobre duszyczki polskich (a pewnie i nie tylko) metalowców. Kiedyś robili to za pomocą Baron Records, dzisiaj w Witching Hour. Różnica jest taka, że teraz nikt im nie powie, że się sprzedali, chociaż hejterów – onanistów na forach nie brakuje. Mnie natomiast, ta płyta po parokrotnym przesłuchaniu zaczęła po prostu męczyć.
We wspomnianym wywiadzie padło stwierdzenie „… wkrótce nadejdzie krwawa odsiecz… Wojna trwa”. Było to lat temu 17. I tyle musieli czekać fani Mastiphal na powrót swoich pupili. Pytanie brzmi czy jeszcze żyją, słuchają takiej muzyki i kupią ten krążek. A może skończyć się tak, że głównymi słuchaczami Mastiphal A.D. 2011 będą „ci, którzy zaczęli słuchać Black Metalu dla szpanu, nie rozumiejąc go, szybko dadzą sobie z nim spokój, dojdą do wniosku, że to nie jest muzyka dla nich”. I co wtedy?
*Cytuje za Fuckin Bitch #9
Ocena: 7/10
Tracks:





