Skip to main content

Kontakt: Mastectomy

Zacznę od przeprosin. Przy okazji recenzji wcześniejszego materiału pierdolnąłem się w nazwie. Błąd poprawiłem. A pana odpowiedzialnego za Mastectomy przepraszam. I kończymy miłą część.

Wychodzi na to, że nikt na Kejosie nie lubuje się w Brutal Death. Za siebie mogę powiedzieć, że nie wracam nawet do najważniejszych płyt z tego gatunku. Reszta ekipy nie wiem. EP-ka Mastectomy nie zrobiła na mnie wrażenia. Poza tekstami, które – pozwolę sobie zacytować – „to jest kurwa dramat”. W tej materii niewiele się zmieniło. Natomiast część z utworów jest zadarta po angielsku. I to plus. Bo jak wiele lat temu wyśpiewał pewien Tymek: po angielsku wszystko brzmi o całe piekło lepiej. Lirycznie mamy między innymi o Dahmerze, zakatowaniu Tomka Jaworskiego, Wielkim głodzie na Ukrainie i o tym, że kasy się nie da jeść.

W porównaniu do wspomnianej EP-ki jest lepiej. Ustalmy, to nie jest żaden rozwój, czy możliwość dotarcia ze swoją muzyką do wielu nowych fanów. Zwłaszcza takich, którzy poruszeni słowem i dźwiękiem staną wraz z odpowiedzialnym za Mastectomy na barykadzie walki z lewactwem, rurkami, maseczkami, jedzeniem robaków i… STOP. Zapędziłem się. Po prostu słucha mi się tego lepiej niż „Ku zagładzie”. Nie zmieni to jednak tego, że nie jest to materiał, który pozostanie ze mną na dłużej.

Sprawnie zagrany Brutal Death. Ani pół doniczki z czaszki nie wystający poza ramy gatunku. Ale tak sobie teraz pomyślałem. Typ sobie to nagrywa, wydaje i jeszcze koncerty gra. I spoko. O to chyba w tym chodzi. A nie, że jakiś chujek z Kejosa go obrazi. Tym razem bez oceny.

Ef
4500 tekstów

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Skomentuj