Wydawca: Rusty Cage Records
W metalu męczenników mamy mniej więcej tylu ilu w polskiej polityce. Każdy jeden jest kurwa męczennik zasłużony, bo za komuny ktoś na niego krzywo popatrzył i już obwieszcza się prześladowanym nikczemnie, więc teraz powiedzieć o nim złego słowa nie można. A jak będzie z holenderskim Martyr?
Nie wiem czy nawet najstarsi górale pamiętają tych panów z kraju tulipanów i marihuany. Martyr nagrał w połowie lat osiemdziesiątych dwa albumy poczem rozpadł się był. Ale, że powroty są teraz w modzie, to i kwintet z Utrechtu przyszedł z martwych. Na krążku zatytułowanym „Fear The Universe” znajdują się konkretnie dwie rzeczy. Pierwsza to epka, nosząca tytuł „Fear”, na której znajduje się pięć nowych utworów. Druga to remake debiutu zespołu, „For The Universe”, nagrany na nowo przez obecny skład. Zajmijmy się najpierw „Fear”. Oto i mamy pięć heavy metalowych utworów, utrzymanych w średnich tempach, rzadko kiedy wychodzących poza tą właśnie szybkość. Panowie postawili raczej na ciężar kompozycji, co dzięki odpowiedniej produkcji wyszło im dobrze. Rytmiczne riffy mogą przywodzić na myśl na przykład solowe dokonania Roba Halforda. Może jedynie „Eaten Alive” lekko przyspiesza z początku, ale potem panowie trochę zwalniają i znów mamy to charakterystyczne riffowanie. Ogólnie, nie słucha ich się źle, ale po dłuższym obcowaniu nie za wiele zostaje w pamięci. Nie ukrywam, że bardziej podoba mi się od strony kompozycyjnej nagrane ponownie „For The Universe”. Jest szybciej, może i trochę melodyjniej i wokal nie ten, cieńszy i w ogóle, ale mi się to podoba. Fajnie, że panowie nagrywając ten krążek nie wyzuli go ze świetnego feelingu, charakterystycznego dla heavy/speed metalowych albumów z tamtych lat. Mamy ty też trochę klawiszy, ale użytych roztropnie, brzmiących o tego po staremu. Brzmi to jakby rzeczywiście było nagrane w połowie ósmej dekady zeszłego wieku, cieszę się, że zespół nie opatrzył tych kawałków bardziej współczesnym brzmieniem. I pomyśleć, że ten krążek jest moim rówieśnikiem… Taaa, dobry rocznik, nie ma co, hehe. Dziś już się tak nie gra niestety.
Cholera, nie wiem, jak ocenić „Fear The Universe”, bo niby epka niezła, ale bonusowy materiał z debiutem jednak bardziej przypadł mi do gustu. Warto się rozglądnąć za tym wydawnictwem, choćby dla „For The Universe”.
Ocena: 4 (za „Fear”) i 5 (za „For The Universe”)/6
Tracklist:
| 1. | For the Universe – Theme | 01:28 | |||||||||||||||||
| 2. | Speed of Samurai | 04:51 | |||||||||||||||||
| 3. | The Eibon | 04:30 | |||||||||||||||||
| 4. | Four Walls | 04:16 | |||||||||||||||||
| 5. | The Awakening | 06:02 | |||||||||||||||||
| 6. | Black Sun | 04:39 | |||||||||||||||||
| 7. | For the Universe – Requiem
|



