Wydawca: Moribund Records

Kurwa mać, jak ludzie w ogóle mają wstyd wydawać takie gnioty jak niniejszy, który trafił do mego domostwa jakiś czas temu? Dawno nie słyszałem czegoś, co mógłbym śmiało określić mianem kupy i Malamorte zapełniło tę lukę, wypełniając ją po brzegi masą kałową.

Malamorte to włoski zespół tworzony przez dorosłego, niemal pięćdziesięcioletniego faceta o ksywie Lord Vampyr. Czaicie? I wysrywa już któryś z kolei materiał, a wydaniem tego cieplutkiego placka zajęła się Moribund Cult Records. No dziwny mają gust w tej wytwórni. Zadam Wam teraz pytanie – kiedy ostatnio słuchaliście płyty, na której wokalista po prostu fałszował? Nie że specjalnie. Po prostu kurwa nie umiał śpiewać? No właśnie. A „Mass Cult Suicide” to czterdzieści minut mordęgi z topornym heavy metalem, ale gdzie najgorszy jest wokal. Można jakoś przeżyć te szablonowe riffy z podręcznika starego metala, chujową produkcję automatu perkusyjnego i odpustowe klawisze. I nawet wieśniackie melodie. Ale tragedia ma miejsce dopiero gdy Alessandro… o przepraszam, Lord Vampyr zaczyna śpiewać. I nie wiecie czy śmiać się czy płakać. Malamorte to taki niedorozwinięty braciszek Memento Mori, Helstar czy King Diamond – efekt drakońskiej ustawy antyaborcyjnej, którego nie można było terminować. I teraz świat musi niestety znosić fantazje Lorda Vampyra, a bogu ducha winni recenzenci spędzać czas, aby odpisać to wątpliwej jakości dzieło. Ten krążek jest po prostu słaby. Jest kiczowaty. Jest sztampowy. Riffy są tak bardzo mdłe i bez pomysłu, że chwilami się zastanawiam czy ktoś sobie ze mnie nie robi jaj. Ale wiecie, co jest najstraszniejsze na tym albumie – w chuj straszniejsze o d tych wszystkich wampirów z plastikowymi zębami dokładanymi do gum do żucia? Że oni to chyba kurwa traktują na poważnie.

Na hasiok z takim metalem. Żenada i strata czasu.

Ocena: 2/10

Tracklist:

1. The New Messiah
2. Apocalyptic Visions
3. Reverend
4. Slaves Of God
5. They Are Watching Us
6. The Temple
7. Mass Cult Suicide
8. Witch
Oracle
19426 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Final Self „Liturgy of the Final Self”Recenzje

Final Self „Liturgy of the Final Self”

OracleOracle16 października 2026
Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026
Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”Recenzje

Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”

OracleOracle14 października 2026

Skomentuj