Skip to main content

Wydawca: Terratur Possessions

Mam znajomego, który jest psychofanem Deathspell Omega. Oprócz oznak oczywistych, takich jak trzy? – popraw mnie G., jeśli to czytasz – naszywki na katanie, masa merchu oraz zapętlona playlista, uwielbia grać tak jak oni. Na próby przynosi propozycje riffów, które bazują na dysonansach, uwielbia częste zmiany tempa, a najpiękniejszym komplementem dla jego improwizacji jest “ej, to brzmiało trochę jak DsO”. A dlaczego o tym mówię? Bo chłopaki z Issolei są pewnie członkami tego samego fanklubu.

Próżno o tym hordzie szukać jakichkolwiek informacji, bo mimo, iż ich debiut – pierwszy długograj pod tytułem “Devouring Current”, rozbity obecnie na dwie części – powstał ponoć w 2014, dopiero teraz ujrzał światło dzienne. Co ciekawe, równocześnie z ich drugą płytą “Cilicium”, o której później. O samych muzykach nie wiadomo póki co nic poza tym, że pochodzą z Trondheim. Materiał zdecydowanie nie brzmi jak dzieło debiutantów, a jak side project doświadczonych muzyków, którzy poszli krok dalej niż mój kolega G., i stwierdzili wprost – nagramy płytę, która będzie brzmiała tak francusko, jak tylko się da. Co prawda, moim zdaniem najbliżej tu stylowo do niby późniejszej płyty DsO “The Furnaces of Palingenesia”. Ten sam chaos, zmiany tempa, pourywane melodie, arpeggia, zatrzymania i tak dalej. Nawet wokal nieco zbliżony. Osobiście mnie takie granie męczy i po jakimś czasie wręcz nudzi – to jak film akcji, w którym co chwilę wybuchają samochody, leje się krew, przylatuje ufo, główny bohater ucieka, umiera, zmartwychwstaje; w pewnym momencie nawet nie ma już sensu robić pauzy na pójście do lodówki, bo i tak straciliście wątek. Wręcz z ulgą przyjęłam końcówkę ostatniego utworu z jego prostą, melancholijną melodią. Ale nie zrozumcie mnie źle – jest to dobry materiał i zdecydowanie doceniam kunszt muzyków. Jeśli podobał Wam się ostatni album DsO to na pewno polecam zapoznać się z obiema częściami Devouring Current.

Kolejny równocześnie wydany materiał, “Cilicium”, to zupełnie inna bajka. Nagrany trzy lata później, nieco krótszy. Od wstępu wita nas ściana dźwięku, melodie owszem są, ale mniej chaotyczne, a garowy nie chwali się co chwilę swoją kolekcją tomów. Wokal ten sam, gitary też, brzmienie identyczne, ale kawałki są napisane zupełnie inaczej. Teraz jestem w stanie uwierzyć, że słucham czegoś z Norwegii – czy dobrym tropem będzie One Tail, One Head? Są też transowe, średnie tempa i przestrzenne efekty jak z Angst Skvadron, zwłaszcza na początku i na końcu płyty. Słucha mi się naprawdę fajnie, z zaciekawieniem. Atmosfera jak z horroru, ale takiego intelektualnego, bez jump scare’ów, bez litrów krwi. Jest za to zło, obecne w oddechu na szyi czy w cieniu, który bardziej się poczuło, niż zobaczyło. Niby nic się nie dzieje, ale zimny pot oblewa plecy. Kulminacyjną sekwencją horroru jest ostatni, hipnotyzujący kawałek, wchodzący trochę w rejony atmosferycznego grania.

Oba albumy (czytaj: wszystkie trzy) mają ładną, czystą produkcję; żadnego piwnicznego pyłu. Jeszcze trochę czyściej, i już byłoby zbyt sterylnie; a tak to mamy elegancki black metal do słuchania przy szklance dobrej whisky, hehe.

Jeszcze słowo o okładkach z kolażami autorstwa FleshFlies, które są rewelacyjne, zwłaszcza “Cilicium”. Polecam sprawdzić inne prace tego artysty. Bardzo rzadko widzi się w metalu okładki w tej technice, także ogromny plus za oryginalność. Layout też jest bardzo gustowny i na pewno sprawię sobie winyl – premiera teraz we wtorek, także nie przegapcie, bo czuję, że jeszcze będzie o tym zespole słychać.

Devouring Current – 6/10

Cilicium – 8/10

Tracklist:

Devouring Current Pt. 1

The Edifice Undone
Shifting Strands
Artisan Of Embers

Devouring Current Pt. 2

Tenebrous Portent
Evocation Of The Chosen
The Mantle Of Incumbency

Cilicium

Destroyers
The Awakening
Ascension
Delusional Thoughts
King Apophis
Convergence

JRMR
13 tekstów

Żyć to ohyda, a umrzeć - okropna nuda!

Newsy

Cortege powraca

EfEf26 grudnia 2012

Skomentuj