Wydawca: Me Saco Un Ojo Records / Memento Mori Records
Przyznam się Wam, że nie pamiętam kiedy ostatnio recenzowałem cokolwiek z Japonii – pewnie jakiś krążek Abigail albo Barbatos, nic innego mi do głowy nie przychodzi. Nagle pojawia się zespół Invictus, który już od dziesięciu lat jest aktywny na scenie death metalowej, ja odpalam ich nowy krążek i nagle słychać jak żuchwa uderza w blat stołu.
Kurwa, jak oni to zrobili?! Ja wiem, że na świecie pokutuje teza, że w Japonii zawsze jest ktoś, kto specjalizuje się w danym mikrotemacie w poziomie mistrzowskim, choćby była to rzecz najdziwniejsza i najmniej oczywista. Na przykład death metal totalnie osadzony w klasycznym brzmieniu z początku lat dziewięćdziesiątych – z wszystkimi przymiotami tegoż. Od okładki począwszy. No bo popatrzcie na obrazek zdobiący „Nocturnal Visions” – stworzony totalnie w stylu wspaniałych frontcoverów death metalowych lat najwcześniejszych. Już czujecie, że muzycznie jest szansa na teleport do 1991 roku.
I tak jest w rzeczywistości. Trio z Nagano częstuje nas metalem śmierci sporządzonym według sprawdzonych przepisów Gorguts, Benediction czy Bolt Thrower. Dokładnie te trzy grupy słyszę, gdy odpalam „Nocturnal Visions”, czyż to nie wspaniałe? Czterdzieści minut muzyki, która jest totalnym amalgamatem, połączeniem tych trzech nazw. Oczywiście, dopuszczam, że ktoś inny usłyszy tu inne nazwy, ja również dopuszczam taką opcję (choćby Terrorizer w „Dragged Beneath the Grave”). Ważne jednak dla mnie jest, byście zrozumieli, że muzyka Invictus w żaden sposób nie jest zainfekowana jakimkolwiek riffem, nutką czy pomysłem powstałym po 1992 roku. Nie wiem nawet, czy muzycy tego zespołu byli już wtedy na świecie (it’s a racism, ale kurwa ze zdjęć to oni mogą mieć 30 i 60 lat zarazem). „Nocturnal Visions” to taka mała encyklopedia ekstremalnej muzyki, skondensowana do kilkudziesięciu minut.
Jestem niedługo po lekturze książki „Jelgava ‘94” i czuję, że główny bohater słysząc Invictus totalnie by odleciał (dla niezorientowanych – to historia Łotysza, który poznaje metal, a w szczególności death i black metal na początku lat dziewięćdziesiątych – szczerze polecam). Drugi album Japończyków to bardzo dobre i bardzo mocne otwarcie roku 2026, krążek całkowicie osadzony w starej szkole death metalu, a przez to bardzo świeży. Na pewno będę wracał – często, bardzo często.
Me Saco Un Ojo Records
http://www.memento-mori.es/
https://www.facebook.com/Invictus-483158311865495





