Wydawca: Norhern Horde Records
Hot Graves może się pochwalić dość ciekawą nazwą. Może się też pochwalić dość obszerną dyskografią, jak na zespół istniejący od trzech lat. Noi oczywiście znów wychodzę na ignoranta, bo to mój pierwszy kontakt z ich muzyką.
Z drugiej strony, „Knights In White Phosphorus” to dopiero ich debiut, więc jeszcze sporo przede mną. Całkiem zresztą niezły debiut – Amerykanie mieszają na nim w zasadzie co tylko się da. Speed metal przenika się z thrashem, crust z death metalem, a wszystko razem łączy się w coś, co dla lepszego zobrazowania można przyrównać w jakimś tam stopniu do Toxic Holocaust. Brzmienie tego materiału jest celowo przybrudzone na lekko crustową modłę, dzięki czemu agresja zostaje spotęgowana, ekstremalność zwiększona, muzyka staje się jeszcze dziksza. I słucha się tego z niekłamaną przyjemnością, jednak w moim przypadku tego krążka wystarcza na jedno – dwa przesłuchania pod rząd. Niestety, dłuższe przebywanie „Knights In White Phosphorus” w moim odtwarzaczu powoduje znudzenie – choć może to zbyt duże słowo, aczkolwiek coś w tym jest. Niby utwory są chwytliwe, szybkie i dość melodyjne, oczywiście jak na ten gatunek muzyczny, ale nic poza tym, bo po zakończonej sesji niewiele pamiętam. Co może nie jest wielkim zarzutem, jednak jest to zdecydowanie omen, że czegoś mi tutaj brakło.
Okej, dość surowo mi wyszła ocena debiutu Hot Graves. Uściślijmy więc – to jest niezła płyta, pod piwko czy śledzika z wódeczką. Ale pod warunkiem, że bez przedawkowania. I mówię to zarówno o „Knights In White Phosphorus” jak i alkoholu.
Ocena: 6,5/10
Tracklist:




