Wydawca: Northern Silence Records
Smutne historie w życiu zdarzają się często. Mamy smutne filmy, smutne książki, picie na smutno i smutną muzykę. Tylko z tą muzyką to jest tak: są tacy, co umieją to robić, a są tacy, którzy nie umieją… I jak trafić na tych dobrych?
Najlepiej jechać sprawdzonymi kapelami, bo można niechcący posłuchać czegoś, czego nie da się od odsłuchać. Tym razem nie udało się i trafiłem na materiał, który jest dla mnie totalnie niestrawny. Doznania, których chciałbym uniknąć dostarczył mi niemiecki Heretoir, za pośrednictwem swojego najnowszego wydawnictwa zatytułowanego „The Circle”. Co to za muzyka? Różna hehe. Z jednej strony słychać inspiracje Anathemą, z innej Fields of the Nephilim (co jeszcze jest na plus) a z innej tandetnym gothic metalem spod znaku zapłakanych gówniar tnących się na przed kamerką internetową ku uciesze 3729 znajomych na fejsie. No nie jestem zachwycony tymi dźwiękami. Nie bez powodu przywołałem Fields of the Nephilim, bo jest to kapela, która potrafi perfekcyjnie generować nastrój. W przypadku Heretoir ten nastrój brzmi naprawdę pretensjonalnie. Dodatkowo: strasznie mi nie pasuje praca perkusji. A w zasadzie to praca i jej brzmienie. Nie chce przesadzać, ale podkreśla to moje podejrzenia co do jakiś niecnych romansów muzyków z klimatami core i tym podobnymi wynaturzeniami w świecie metali ciężkich.
Dawno się tak nie męczyłem słuchając czegokolwiek. Za jednym razem nie dałem rady sprostać „The Circle”. Radzę i wam trzymać się od tego wydawnictwa z daleka…
Ocena: 3/10
Tracklist:





Są gusta i guściki. Nie wszyscy ograniczają się do raw black metalu. Mi bardziej pasuje wcześniejszy album Heretoir.