Wydawca: Bestial Invasion Records
„This album is dedicated to all the true hevay metal maniacs around the world” – napisał senior Deathhammer we wkładce debiutanckiej płyty swojego zespołu Hell Poison.
I właściwie tymi słowami mógłbym skończyć recenzję, gdyby nie to, że płacę sobie od wierszówki. Z drugiej strony, podejrzewam że wszystko jest wiadomo: black/speed metalowy one man band z Brazylii hołdujący całemu przekrojowi metalowego panteonu. „Burn With Me” to dziewięć numerów utrzymanych w stylu wytyczonym dawno temu na debiutanckich płytach Bathory i Venom, Violent Force czy innych legend. Ale za prosto by było – Hell Poison sięga też na przykład do Australii (posłuchajcie „Cross Upside Down”) i mocno się wówczas inspiruje takim Destroyer666 czy Bestial Warlust. „Burn With Me” to taki koncert życzeń dla ludzi w skórach i ćwiekach i naszywkach, ażeby mogli co i rusz machać głowami przy czymś nowy, a jednak dobrze znanym. I patrząc na ten album pod tym kątem – kupuję to. Z drugiej strony muszę Wam powiedzieć, że pomimo mojej olbrzymiej sympatii do tej stylistyki, debiutancki krążek Hell Poison nie jest jakimś dziełem wybitnym i słuchając go mam cały czas wrażenie, że czegoś w nim brakuje. Pierdolnięcia, szaleństwa, diablej iskry – nazwij to jak chcesz, ale niestety nie wchodzi mi ta płyta tak jak powinna. Doceniam, szanuję, ale nie będę raczej wracał zbyt często.
Ale jeśli odnalazłeś w tej recenzji coś, co przykuło Twoją uwagę, to zapoznaj się z pełnowymiarową propozycją tego jednoosobowego hordu z Brazylii. Kto wie, może znajdziesz tam właśnie to, czego mnie się nie udało.
Ocena: 6/10
Tracklist:




