Wywiady z Atamanem to zawsze podróż w nieznane, jest to koleś jedyny w swoim rodzaju. Pamiętam, że jak wywiadowałem go przy okazji którejś płyty Stillborn, to odpowiedzi miałem chyba na drugi dzień. Tutaj – po kilku godzinach, Wspaniale. Bardzo doceniam. A że rozmowa odbyła się przy okazji winylowego wydania „Wiatru” od Genius Ultor, to zahaczyliśmy kilka tematów okołomuzycznych. Zapaszam więc na niniejsze interwju.

Oracle.; Hailz Atamanie! Tak sobie uświadomiłem, że ostatni raz, gdy przeprowadzałem z Tobą wywiad, było to jakieś trzynaście lat temu, a rozmowa skupiała się wówczas wokół Stillborn i świeżo wydanej płyty „Los Asesinos del Sur”. Patrząc z Twojej perspektywy jako osoby cały czas aktywnej na scenie – to dużo czy mało?

Ataman: Czuwaj. Wszystko zależy od punktu wiszenia. Odpowiem dyplomatycznie: wiele i niewiele.

Tym razem jednak główną osią naszej rozmowy chciałbym, żeby był Genius Ultor, szczególnie zaś płyta „Wiatr”. Jednak zanim do niej dojdziemy. I uświadomiłem sobie, że nigdzie nigdy nie widziałem wywiadu dotyczącego stricte Genius Ultor. To może zacznijmy od początku? Skąd pomysł na ten zespół w momencie gdy byłeś jeszcze czynnym członkiem Stillborn, miałeś też na boku Turin Turambar…? Czym miał się odróżniać od tych tworów, a zwłaszcza pierwszego z nich?

Tu najsampierw naprostuję: na boku miałem wszystkie zespoły oprócz TT, to mój główny zespół. Powstał miesiąc po rozpadzie Degrade Flower, pierwszego zespołu, który założyliśmy z kolegą na początku dziewięćdziesiątego, trwa i trwać sobie będzie z różnoraką aktywnością do mojej śmierci. W latach 08-09 mieliśmy najlepszą formę w Stillborn i mnóstwo energii na rozkurz. Wszystkiego było nam mało, i August odkurzył kawałki Infernal Frost, zespołu, który kiedyś działał formalnie. Kiedy zagrali mi to na jakiejś próbie Stillborn, powiedziałem, nie ma chuja, gram z wami. Ja odkurzyłem jedyny kawałek blackmetalowy jaki do tej pory napisałem, czyli Dzień Nocy, a napisałem go coś circa dziewięćdziesiątego szóstego oraz dopisałem Zdradę. W „wolnych” chwilach pracowaliśmy bez ciśnienia nad tym projektem, i w dziesiątym ukazał się debiut. Nazwę też odkurzyłem, w szkole ją jeszcze wymyśliłem, znaczy tyle co Alastor, żeby było zabawniej. Przyklepaliśmy ją w busie wyjeżdżając na drugie Legiony. Co do różnic, muzyką się miał różnić i tekstami. I różnił się o tyle, o ile to było możliwe.

Czy Ty również uważasz, tak jak ja, że muzyka Genius Ultor mocno ewoluowała? Osobiście wydaje mi się, że porównując „Wiatr” do poprzednich albumów, ten jest zdecydowanie najbardziej… złożony? „Dzień Nocy” czy „Nic co boskie nie jest mi obce” były bardzo bezpośrednimi materiałami, zaś „Wiatr” jakby przejął poniekąd pałeczkę po Turin Turambar… Czy to tylko moja opinia?

Chcieliśmy zrobić Wirusowi psikusa, ale nie pykło. Miał dostać gotową muzykę z nienacka i położyć, wedle naszego mniemania, wisienkę na torcie, czyli wokale. Wszystko się przed Wiatrem zmieniło, łącznie z nami. August nie grał ładnych parę lat na instrumencie, odkąd odszedł ze Stillborn. Wcale. I nie chciał nawet specjalnie, dopóki nie okazało się, że znów daje mu to satysfakcję i przyjemność. Podobieństwo z TT jest nieuniknione, bo nawet sam przyznam, że mam dosyć charakterystyczny styl, tak śpiewania jak i pisania tekstów, a jako, że Wirus ani jednego ani drugiego nie popełnił, podobieństwa narzucają się same.

„Piekłoniebo” – co możesz nam o tym powiedzieć? Skąd pomysł na taką działalność okołomuzyczną? Tak mi się wydaje, że w nim jak w soczewce skupiają się chyba wszystkie Twoje zainteresowania, albo przynajmniej ich większość…?

Piekłoniebo to spełnione marzenie, którego nie potrafię wykorzystać. Jak dotąd. Od dawna zajmowałem się realizacją nagrań, ale było to na poziomie, powiedzmy, słów brak. Zbudowałem więc studio analogowe. I jako, że nie potrafię się sprzedać, często leży odłogiem. Jest za to wspaniała baza do kreatywnych działań i szereg możliwości. Teraz pozostaje mi tłumaczenie wiatrakom, że dzisiejsza produkcja dźwięku jest chujowa. Ja staram się dokumentować dźwięk pomieszczenia, w którym akurat występuje na żywo zespół muzyczny. I ten zespół wykonuje muzykę wspólnie, słychać człowieka z człowiekiem, wszystko słychać w tej muzyce. Mało jest zespołów odważnych, ale będzie coraz więcej. Ludzie są obciążeni strachem przed śmiesznością, nie mówiąc o tym, że dzisiejsza ich trójca to pieniądz. wygoda. ujednolicenie. Niech sobie Revenge przetłumaczy, będą mieli tytuł jak się patrzy.

Podoba mi się surowy efekt, jaki uzyskujesz w Piekłoniebo podczas rejestracji gigów. I tak porównując te koncerty na których byłem i które równocześnie Wy skręciliście – udaje się Wam oddać ducha, jaki w danym momencie panuje na sali – czy to jedno z założeń gdy zaczynacie rejestrować to co dzieje się na scenie i pod nią?

Ale teraz mówisz o filmach z koncertów? Jestem lub jesteśmy częścią takiej imprezy, więc dokumentujemy jak się da najwierniej. Montaż robię zgodnie z duchem, który się unosił. Druga sprawa, nauczyłem się tańczyć z kamerą, albo już umiałem, i to dodaje wartości. Albo wkurwia. Do wyboru.

Do „Wiatru” stworzyliście również całą produkcję wizualną właśnie jako Piekłoniebo, którą można sobie obejrzeć na przykład na YouTube. Wypadło to w mojej opinii imponująco. Czy taki zamysł był już przy powstawaniu materiału na ten album, czy przyszedł Wam do głów już po napisaniu muzyki?

Zamysł był o wiele bogatszy, ale zrewidował się sam na tle możliwości, głównie ludzkich, oraz przez brak klonów własnego pokrowca na czerwone diabły ze skopiowaną świadomością. I tymi innymi świadomościami.

„Koń Turyński” – podobno był ważnym źródłem inspiracji podczas tworzenia „Wiatru”. Oglądałem ten film jakoś po premierze i odświeżyłem sobie niedawno właśnie a propos niniejszej rozmowy. Co takiego według Ciebie wyróżnia ten obraz na tle innych, że wywarł taki wpływ na twórczość Genius Ultor. Przyznam, że wybór mocno niecodzienny, ale chyba dość ważny dla Ciebie, skoro przewijający się przez większość filmu dźwięk wiatru obrałeś na tytuł płyty?

W tym filmie wiatr wieje cały czas, a sam film gasi światy. Też widziałem go w jedenastym, a później resztę filmów Beli Tarr’a, łącznie z Satantango za jednym podejściem. Wybitny twórca, Vig też przechuj. Ale nie był on inspiracją dla płyty. Inspiracją dla płyty był sam jej tytuł. Do Konia turyńskiego wróciłem, właśnie ze względu na to, że pamiętałem o wietrze w nim występującym w oskarowej roli drugoplanowej.

W „Koniu Turyńskim” nakreślono poetycki obraz końca świata – przynajmniej według interpretacji wielu osób mądrzejszych ode mnie. No i ten świat już tak się kończy od niemal półtora wieku i skończyć się nie może. Myślisz, że człowiek niecierpliwie przyspiesza ten nieunikniony finisz?

To nie jest obraz końca, tylko obraz zmiany. Kończą się jedynie znane wartości, zmienia się sposób prowadzenia wojny przez siły negatywne, i to inteligentny autor wyświetla na ekranie, a niedługo później to się wydarza. Tylko jak zawsze wydarza się mniej metaforycznie.

Inni znów mówią, że „Koń Turyński” obrazuje koniec Boga. Nietzsche ogłosił jego śmierć, a Tarr ją tutaj zobrazował. Jakie jest Twoje zdanie? Czy ktoś kogo nigdy nie było może umrzeć?

Symbol umiera symbolicznie. Tarr wychodzi z opowieścią od sprawy z koniem i Nietsche’m, jego zapadnięciem się w obłęd i końcowy schyłek życia. Ustawia perspektywę. Ale film moim zdaniem komentuje procesy współczesności.

W utworze „Koń Turyński” pada takie sformułowanie – „Nade wszystko nieśmiertelność”. Jak to rozumiesz? Czujesz, że tworząc chociażby muzykę dla Genius Ultor w jakiś sposób, mówiąc górnolotnie, zapewniasz sobie nieśmiertelność?

Tam jest kontekst. Nowy wróg pozbawi zwyciężonych nieśmiertelności, zniszczy pamięć o nich. To zawsze była najsroższa kara cywilizacyjna. Stosowana nader często. Co do mnie, jestem przecież nieśmiertelny, mój tłumacz i pokrowiec na czerwone diabły nie.

Wracając do rzeczy bardziej przyziemnych – zawsze uważałem Twoje teksty za bardzo ważną część twórczości czy to w Turin Turambar, czy to w Genius Ultor. Natomiast na „Wietrze” z jednej strony są one nierozłączne z muzyką, a z drugiej – możesz je czytać całkowicie w oderwaniu od muzyki, jak poezję. W zasadzie, moim zdaniem poezją po prostu są, a że rezonują z muzyką – no to chyba świadczy o Waszym i Twoim kunszcie, nieprawdaż?

Prawdaż.

Według Metal Archives Genius Ultor wcześniej działał pod nazwą Infernal Frost – co możesz powiedzieć o tym etapie? Faktycznie powinniśmy traktować tamten twór jako pre- Genius Ultor? Zachowały się jakieś nagrania z tego okresu?

Sam zebrałem informacje w temacie i poprosiłem osobę władną, aby poprawiła to w serwisie. Nie jest to naciągane; August opisał mi co, jak i z kim, niestety nagrań żadnych nie posiadam, i chyba nie było.

Genius Ultor

Trzynaste pytanie – jesteś przesądny, wierzysz w coś takiego jak pech albo chujowe fatum?

Tak, wierzę w szczęście. Paznokcie u rąk i nóg obcinam wyłącznie w piątek po zmroku. Jeśli się zapomnę, przez tydzień muszę się mordować ze szponami.

Planujecie grać z Genius Ultor jakieś koncerty? O ile się nie mylę na deskach pojawiliście się podczas Czarnej Soboty w Krakowie, a było to bardzo dawno temu. I to chyba był jedyny raz, kiedy zagraliście na żywo, prawda? Oczyma wyobraźni trochę widzę kolejny krok w Waszej współpracy z Dissonance Records, czyli koncert Genius Ultor podczas odrodzonego Grimharvest Festu…

Spoko by to było, ale na razie nie gramy wcale. Jak zaczniemy pisać nowy materiał, będę się do jego wykonywania przygotowywał pod tym kątem.

Chcę jeszcze zagaić o Eutanor – „Assembling Tomorrow” zrobiło na mnie naprawdę dobre wrażenie. I wydaje mi się, że potrafisz odnaleźć się zarówno w agresywnej i surowej muzyce, jaką grałeś z Stillborn, ale tak coś czuję, że dziwne i nieoczywiste muzyczne rejony jak właśnie w Eutanor czy Genius Ultor lub Turin Turambar to coś co kręci Cię obecnie bardziej… Stąd Twój udział w Eutanor właśnie?

 Ja tam nie gram tylko M.A.R.K.13, samoregenerujący się robot bojowy. Piekłoniebo przechwyciło w przestrzeni międzyplanetarnej i rozszyfrowało drugi zbiór utworów słowno-muzycznych już z rok temu. Biotransdekoding mononukleidalny wykazał, że nosi on tytuł Automatocrat i muzyka tam zawarta to funeral djent.

No to tradycyjnie na koniec, powiedz proszę, jaką płytę kupiłeś sobie jako pierwszą, świadomie. No i jaką ostatnią?

Jak zwykle te najgłupsze pytania są najtrudniejsze. So far, so good, so what… ale nie dam sobie za to nic uciąć. Nie wiem co zdarzyło się wcześniej, może jednak 38 minut życia? Albo Hell comes to your house? Wiem, Kombi! Ostatnią: Wielki Mrok – Polskie party.

Dzięki za wywiad!

Zdrowia!

Oracle
19317 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Rites of Regress „Uważam, że jako ludzkość jesteśmy pasożytem(…)”.Wywiady

Rites of Regress „Uważam, że jako ludzkość jesteśmy pasożytem(…)”.

BartBart7 września 2026
Hekatomb „Samo stwierdzenie, że „sekty to zło”, to straszny banał…”Wywiady

Hekatomb „Samo stwierdzenie, że „sekty to zło”, to straszny banał…”

WojtuśWojtuś31 sierpnia 2026
Teufelsberg: „…uszanowanie Diabła jest kluczowe w tej muzyce.”Wywiady

Teufelsberg: „…uszanowanie Diabła jest kluczowe w tej muzyce.”

OracleOracle22 czerwca 2026

Skomentuj