Wydawca: Unique Leader Records
Jak powszechnie wiadomo (na pewno powszechnie, bo w swojej megalomanii mniemam, że moje muzyczne zainteresowania są przedmiotem zaciętych dyskusji i analiz), techniczny death metal to nie jest moja broszka. Ale czasem coś tam posłucham.
Jak Eschaton. Nazwa tak bardzo oklepana, że mi byłoby wstyd pod nią grać. Panowie z USA wydali niedawno swój debiutancki krążek – pod skrzydłami Unique Leader Records, więc akurat marki, która na death metalu w takim gatunku zjadła zęby. Przewidywałem więc, że kupy nie będzie. I rzeczywiście, kupy nie ma. Jest za to muzyka toczka w toczkę podobna do setek innych krążków z technicznym death metalem. Połamana muzyka, która może i do mnie nie trafia w 100%, jednak rzeczywiście ma jakieś tam jebnięcie. Oczywiście musicie je wyłowić spośród tysiąca przejść i setek zmian tempa. Klasyk powiedział o takiej muzyce – „o cipstwach i planetach” i rację miał ów roztropny człek. Eschaton to właśnie klasyczny przedstawiciel takiego grania. Zazdroszczę im oczywiście umiejętności, z drugiej strony zastanawiam się, czy wszystko w swoim życiu tak komplikują jak swoją muzykę? To byłoby przejebane dla ich bliskich, hehe… Wracając jednak do meritum – pomimo mojej awersji do technicznego death metalu w takim stylu, „Sentinel Apocalypse” jakoś tam się broni. Już sam fakt, że odsłuchuję ten krążek któyś tam raz i nie bolą mnie uszy może świadczyć o tym, że Amerykanie nie są pierwszymi lepszymi grajkami, że coś tam jednak potrafią i mają do przekazania. Doceniam.
Doceniam, ale i tak u mnie zespoły jak Eschaton łatwo nie mają. Jednak zapewne kilku osobom „Sentinel Apocalypse” może przypaść do gustu, niechaj więc sprawdzą tę propozycję.
Ocena: 7/10
Tracklist:




