Wydawca: Metal Blade Records

Dziesiąta płyta w dyskografii – czy to sporo czy nie? Myślę, że jak na trwającą trzydzieści pięć lat karierę, jest to w sam raz (uprzedzę malkontentów, nie liczę przerwy w działaniu). Mowa o niemieckim Desaster. Przyszłoby Wam do głowy, że oni już tak długo walczą w imię metalu? No też przyznam, że jakoś wypierałem tę informację.

Niemniej jednak – „Kill all Idols” jest ich płytą numer dziesięć i chyba jedną z lepszych w ostatnich latach. Przyznam się, że do trzech wcześniejszych albumów wracam stosunkowo rzadko, choć są oczywiście w dyskografii. W kościach natomiast czuję, że nowy krążek zagości na dłużej. Desaster połączyło na nim wszystko co w tym zespole uwielbiam. Dostajemy tutaj wzniosłe hymny w stylu „Great Repulsive Force” bądź „Fathomless Victory” , ale też szybkie, energiczne kawałki jak „Towards Oblivion” (ach, ten judasowy wstęp!), tytułowy czy „They Are the Law” (murowany koncertowy bangier). Ta płyta w zasadzie jest bardzo dobrze wyważona, bo żadna z tych opcji nie przeważa. A że Niemcy w obydwu wypadają świetnie – to już wiadomo od ponad trzech dekad.  

Desaster ma wypracowany już swój własny styl, który oczywiście opiera się o wielkie pomniki przeszłości, takie jak „Blood Fire Death” czy „To Mega Therion” z jednej strony, z całą powagą, rozmachem czy pompatycznością, a równoważą je z drugiej strony inspiracje takimi „Pleasure to Kill”, „…Of Return” tudzież „Black Metal”. Prawdę mówiąc – dla mnie jest to chyba kurwa połączenie idealne. W sytuacji, gdy pionierzy bądź to nie istnieją bądź niedomagają, nowy krążek Desaster jest jak mięciutka chusteczka na otarcie łez po mijającym kulcie… a potem strzał prosto w twarzoczaszkę, bo to jest kurwa metal i nie ma mazania się. Nie za bardzo mam tu nawet co więcej napisać, bo każdy kto zna Desaster i przede wszystkim ceni sobie ich twórczość, będzie wiedział, czego się spodziewać.

„Kill all Idols” spełniło wszelkie moje oczekiwania w zakresie płyty, która skopie mi dupsko, bez żadnych zaskoczeń. Nie powiem, że jest to ich najlepsza płyta, natomiast słucha się jej tak czy inaczej wybornie. To samo już coś znaczy. Stąd też z przyjemnością sięgnę po nią jeszcze nie raz, na przemian ze starymi albumami. Prawda jest taka – dziś mało kto gra tak szczerze, jak Desaster właśnie.

https://www.metalblade.com

https://www.facebook.com/666Desaster666

Oracle
19475 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Wingless „Vision Beyond Form”Recenzje

Wingless „Vision Beyond Form”

OracleOracle4 listopada 2026
Taufpatin „Les Malfaisances de la Taufpatin”Recenzje

Taufpatin „Les Malfaisances de la Taufpatin”

OracleOracle3 listopada 2026
Disembody „Awakening of Ancient Evil”Recenzje

Disembody „Awakening of Ancient Evil”

OracleOracle30 października 2026

Skomentuj