I oto dostajemy kolejny materiał, pod którym podpisać się mogą muzycy Deadly Frost. Tym razem jest to jednak split z Daren – notabene kapelą perkusisty Krakowiaków.
Zacznijmy od „Kill The Posers” – jak sama nazwa wskazuje, cipki niewydymki nie mają wstępu do sali prób Deadly Frost, bo ich staroświecki Metal Diabła mógłby zaszkodzić ich poczuciu smaku. Cztery numery o zapachu siarki i posmaku rdzy, zagranych na modłę Hellhammer, Venom (ich najlepiej słychać w numerze piątym), Vulcano czy Mutilator i innych Wielkich Odwiecznych, z pulsującym gdzieś w tle czarnym punkowym rytmem. Najlepiej słychać to w „Rock’n’Roll Hell” – już po dźwięku otwierania butelki można się domyśleć, że będzie jazda. I jest, przez cały zresztą czas trwania materiału Deadly Frost – prawidziwie oldskulowa impreza z Szatanem, Wódką i Szmatami! Deadly Frost rozdało jednym słowem. Po nich zmiana klimatu, bo dostajemy „Obsesje”. Daren to już black metal czystej wody, utrzymany raczej w kurewsko surowym stylu, z minimalistycznymi wręcz kompozycjami, które na domiar złego są do siebie bardzo podobne. I powiem w ten sposób – jeśli ten materiał mi zaskoczy, to bardzo dobrze, można spróbować wczuć się w jego transowy klimat. Ale niestety przy większości odsłuchów nie udało mi się wkręcić tych prostych motywów, oszczędnych melodii i skąpego szafowania zmianami tempa. Zresztą, ja i tak byłem cierpliwy, bo kilka razy podczas słuchania tego w samochodzie mało mnie koledzy nie zlinczowali, że ociągam się z wyłączeniem tej cześci akurat, hehe. Bo fakt faktem, że jeśli nie siedzi Wam taka muzyka, jaką proponuje Daren, to „Obsesje” po prostu Was wynudzą. A jest na to szansa, bo pięć numerów jego autorstwa do krótckich nie należy.
Reasumując, Deadly Frost łykam zawsze i wszędzie. Daren zaś łykam bardzo rzadko. Stąd też ocena taka, jaką widzicie poniżej.
Ocena: 8,5/10 i 5,5/10
Tracklist:





