Wydawca: Interstellar Smoke Records
No dobra, nazwa jak na mój gust dość oryginalna, ale okazuje się, że istnieją już dwie grupy o takiej nazwie (tak, mam zboczenie, że wkurwiam się na takie rzeczy), natomiast w Polsce takowej jeszcze nie było. A i nawet Metal Archives nie kwalifikuje tego zespołu do swych zbiorów, więc może nie ma o co kruszyć kopii?
CTRL+Z, bo o nich mowa, parają się muzyczką lżejszą, niż większość opisywanych na naszych łamach – co nie znaczy, że gorszą. Album „We Are Social Creatures” to taki misz – masz psychodelicznego rocka, stonera, chwilami to mi to nawet jakimś funky – rythm’n’bluesem podjeżda. Płyta składa się z dziesięciu kompozycji – fajnych takich, efemerycznych, przydymionych, a równocześnie wcale nie spalonych słońcem – te dźwięki są raczej czymś w rodzaju promieni słońca odbijających się od szyb łódzkich blokowisk. To znaczy oczywiście mam takie skojarzenie po tym, gdy poczytałem trochę o CTRL+Z.
Czuć w tej muzyce przyjemność płynącą z grania, podejrzewam też, że muzyka ta powstała pod wpływem ciekawych jam session i generalnie improwizacja odcisnęła na niej wyraźne piętno. Podoba mi się też w niej to, że jest taka nienachalna. Wciskacie Play i czekacie co będzie, a te dźwięki sobie po prostu płyną, niosąc ze sobą emocje, wcale nie skrajne i wcale nie negatywne. Co najwyżej odrobinę melancholijne i tęskne. Balansujące między różnymi stanami właśnie, od zadumy po euforię. Przynajmniej tak czytam te dźwięki, jako osoba niekoniecznie związana z tą sceną i muzyką.
„We Are Social Creatures” jest więc dla mnie sporą niespodzianką, bo – choć bardzo rzadko sam sięgam po taką muzykę – potrafi przykuć moją uwagę. Natomiast jest to taka odmienna forma relaksu w moim przypadku. Na przykład teraz w pokoju zapalona jest tylko lampka, obok śpi Bohema, po drugiej ręce mam smaczne wino, a z głośników wybrzmiewa właśnie CTRL+Z. I mam dobrze.





