Wydawca: Putrid Cult
Crippling Madness jest zespołem, którego chyba wszystkie wydawnictwa zostały zrecenzowane na naszych szanownych łamach. Skoro więc w walętynki ukazał się nowy album, nie możemy przejść obok niego obojętnie.
Przede wszystkim – okładkę zdobi obrazek stworzony przez Golema z Haunted Cenotaph i moim zdaniem pasuje on idealnie do muzyki Bielaninów. Czuć inspiracje starymi thrash metalowymi i speed metalowymi front coverami. I tu gładziutko przejdę do muzyki, bowiem okładka bardzo dobrze zdradza zawartość krążka. Crippling Madness zawsze dowoził obskurny thrash/death metal i to się nie zmieniło. W zasadzie – nic się nie zmieniło. Riffy inspirowane tuzami końca lat osiemdziesiątych (już mi się nie chce wymieniać – posłuchajcie i sami do tego dojdźcie) są dla mnie naprawdę fajną odskocznią od coraz to nowszych wynalazków, jakie dostaję do recenzji (czaicie, że ostatnio ktoś podesłał „telefoniczny progresywny metal” i w skład wpisali telefon komórkowy?!) – po prostu czysty, jadowity, ale i dość toporny wpierdol. To znaczy, ta toporność jest chyba uwypuklona przez wokal – charakterystyczny, ale i dość jednorodny. Jednym się to spodoba, innym mniej – przyznam, że w moim przypadku jest z tym różnie, ale chyba się już po prostu przyzwyczaiłem. Szczególnie, że te teksty są równie toporne jak wokal i znów po prostu trzeba to przyjąć na klatę.
Więc tak – fajna to płyta i z chęcią odsłuchałbym sobie „Armię Umarłych” na żywca. Nie powiem, że to muzyka która wywraca moje życie do górny nogami, ale po prostu robi dobrze w piątkowy wieczór, jak ten dzisiejszy. I o to w tym chodzi.
https://www.facebook.com/crippling.madness
http://www.putridcult.pl/





