Wydawca: Ossuary Records
Tak się składa, że zespołem Corruption straciłem zainteresowanie mniej więcej na wysokości „Bourbon River Bank”, gdyż było to dla mnie rozczarowanie po fantastycznym „Virgin’s Milk”. I jakoś tak w sumie niby sprawdzałem co tam wydają, ale bez większego drżenia serca.
Ale przy okazji najnowszego albumu, czyli „Tequila Songs & Desert Winds” sam Anioł zaproponował sprawdzenie i recenzje, a przecież gdy Anioł coś zwiastuje to mu się nie odmawia – zasada stara jak chrześcijaństwo. Więc przyjąłem ten album i powiem Wam – zespołu Corruption znów słucha się naprawdę fajnie. Przede wszystkim do zespołu powrócił Rufus. I bardzo dobrze, bo bardzo lubię jego wokal i zawsze był dla mnie integralną częścią Corruption. Jak więc prezentuje się nowa płyta?
Bardzo fajnie – te numery przede wszystkim wpadają w ucho, mają prawdziwie dobre melodie. Nieźle sobie płyną. Co ważne – nie przytłaczają swoją ilością, pół godziny to idealny czas trwania. Ponadto wydaje mi się, że w zespole mamy też trochę zmian jeśli chodzi o muzykę – szala ciężkości przechyliła się odrobinę na rzecz heavy metalu w miejsce wesołkowatego stonera. Posłuchajcie sobie takiego „Red Demon” chociażby, to istna heavy metalowa petarda. Choć osobiście moim ulubionym numerem na tym albumie jest jednak „Tequila, Mezcal” – jak już wpadnie w ucho to nie chce za skurwysyna wypaść z głowy. Ale to mi nie przeszkadza, jest naprawdę dobry. Chyba wybija się moim zdaniem ponad pozostałe numery – przy czym żeby nie było, one też są bardzo spoko. Corruption umie w muzykę, która po prostu ma za zadanie odprężać słuchacza. Pod tym kątem „Tequila Songs & Desert Winds” spełnia swoją rolę idealnie.
No i fajnie, przeprosiłem się z muzyką Corruption – jeśli kiedyś lubiliście ten zespół, a potem jak ja odpuściliście go sobie, polecam sprawdzić, jak Wam wejdzie „Tequila Songs & Desert Winds”. Jest duża szansa na powtórzenie mojego przypadku.
http://ossuaryrecords.com/
https://www.facebook.com/OfficialCorruption





