Wydawca: Chaos Records
Zapewne części z Was nazwa Cadaver Shrine nie mówi wiele. Mnie też nie mówiła, ale przyszło promo. A gęba na promocyjnej focie wydała się znajoma. Trzy kliknięcia w internecie i wszystko jasne – to kolejny z wielu projektów Maurice de Jonga.
Jeśli nie wiecie, kto zacz – to człowie – orkiestra znany między innymi z Gnaw Their Tongues, The Sombre czy Cloak of Altering (a to zaledwie kilka nazw). Typ o szerokich horyzontach. Pod nazwą Cadaver Shrine postanowił dać upust swojej fascynacji doom/death metalem. „Benighted Desecration” to czterdziestominutowa dawka ponurego, powolnego metalu śmierci, który ociera się o dokonania Asphyx (ale w ich najbardziej doom/death metalowej odsłonie), Winter, Disembowelement, miejscami nawet Necroschizma. Produkcja tego albumu jest ciężka i duszna, co potęgują jeszcze growle – głębokie, z nałożonym dodatkowo pogłosem. Generalnie muzyka sprawia tutaj wrażenie mocno odhumanizowanej – to nie jest kolejny oldschoolowy death metal na szwedzką modłę, całość nosi taki mechaniczny posmak, szczególnie jeśli chodzi chwilami o partie perkusji i gitar. Kto choć raz słyszał Gnaw Their Tongues ten usłyszy echa tego zespołu w Cadaveric Shrine. „Najszybsze” tempo, do jakiego posuwa się Cadaver Shrine to wolne. Serio, nie usłyszycie tu nawet czegoś w umiarkowanej szybkości. Ten album chwilami przytłacza, ale czyż nie taki był zamiar twórcy? Podejrzewam, że dokładnie taki. Mi to pasuje – choć nie jest to płyta wybitna oczywiście. Mimo tego, wałkuję ją jakieś trzy tygodnie dość regularnie i odczuwam w związku z tym przyjemność, nie powiem że nie.
Pewnie zainteresuje się tym krążkiem dwanaście osób w naszym kraju, ale co tam. Ja mogę polecić choćby zapoznanie się – to jest dobry album.
Ocena : 7/10




