Wydawca: ATMF
Blutsauger. Pewnie nie znacie – ja też niespecjalnie kojarzyłem, no ale przyszło promo sygnowane logówką ATMF. Mam słabość do tej wytwórni, a przez długi czas miałem też słabość do włoskiego black metal, bowiem dużo dobra onegdaj się ukazywało w Italii.
No i Blutsauger mi właśnie o tym przypomniał atakując narządy słuchu pełnowymiarowym debiutem zatytułowanym „Nocturnal Blood Tyrants”. Ośmionumerowy krążek zdobi okładka, która na myśl przywodzi black/death metalowe strzały, natomiast od raz Wam powiem, że Blutsauger to zdecydowanie czysty, wzorowany na Skandynawii, zlepek czystej black metalowej agresji i brudu. Pierwsze skojarzenie? Marduk spotyka Gorgoroth. Mało wyszukane? Kurwa, możliwe, natomiast włoskiemu duetowi udało się w tych trzydziestu kilku minutach spakować wszystko, co w tej muzyce jest przeze mnie oczekiwane – podejście na zasadzie „odpierdol się i umrzyj” podkręcone przez brudne brzmienie, nienawiść zaklętą w szybkie, nienawistne riffy, dziką perkusję i wkurwiony, pełen pogardy black metalowy wokal. Może i brzmi jak przepis na album, który może wynudzić lub trafić w dziesiątkę – u mnie może nie ma dychy, ale na pewno nie ma nudy. Jest w chuj dobrze. „Nocturnal Blood Tyrants” stoi w opozycji do black metalu, który ma być ładny i wpadać w ucho. Tu mamy do czynienia z atawizmem, prostotą i bluźnierstwem. W moim przypadku ta płyta spełnia swoją rolę.
Myślę, że będę obserwował co dalej z tą grupą. Debiut wjechał we mnie jak wóz pancerny w wiejską kapliczkę – świętych figur próżno szukać wśród gruzu, zostały rozjechane i zmiażdżone. Przy dźwiękach Blutsauger.
https://www.facebook.com/blutsaugerkult
https://www.facebook.com/aeternitas.tenebrarum





