Wydawca: Caligari Records
Nazwę państwa Kostaryka tłumaczy się dosłownie jako „bogate wybrzeże”, a wzięło się to stąd, że gdy Kolumb dopłynął do wyspy w 1502 roku to spodziewał się odkryć legendarną krainę złota. Złota może na tej demówce nie ma, ale też jest zajebiście.
Bo Bloodsoaked Necrovoid to nie jest coś najoryginalniejszego na świecie, nie błyszczy się też niczym zdobienia na kapturze black metalowego popa. Kostarykanie z tego zespołu zajmują się bowiem gruzowatym doom/death metalem, a na najnowszym „Demo II” zaprezentowali dwudziestokilkuminutowy efekt swoich fascynacji. To co słyszę na tej taśmie przypada mi do gustu – powolne, piwniczne, chrzęszczące w uszach granie, którego protoplastami w latach dziewięćdziesiątych było takie Winter, Unholy, Disembowelement. Mi pasuje, choć w pogo pod sceną przy tym się nie pójdzie, che che… Wszystko tutaj zgadza się z kanonem, bo i gitary nisko nastrojone, perkusja nie wyrywa się z tempem przed szereg, a wokal brzmi jakby dochodził spod najgłębszej kiszki – a jak czasem wjedzie z „UGH!” to już w ogóle robi się przemiło. Dość długie tytuły numerów przywodzą mi na myśl Demilich, ale to raczej jedyne skojarzenie – no może poza brzmieniem, bo jak już podkreślałem jest ono mocno przysypane gruzem, daleko mu do wypolerowanego soundu niczym lufa czołgu Sabatonu. Koniec końców – ja takie granie kupuję.
Kolejna fajna taśma z wytwórni Caligari Records. Polecam mieć na nich oko, co wypuszczają to zawsze jest bardzo bardzo solidnie.
Ocena: 7/10
Tracklist:




