Wydawca: F.D.A. Rekotz
Napis „Svensk Dodsmetal” wyryty na płycie, którą możemy podziwiać za tym miłym jegomościem z okładki mówi nam wszystko i w zasadzie moje słowa są tu zbędne. Jednak jakże to tak, taka plama na naszym honorze.
W związku z tym kilka słów na temat drugiej płyty Blood Mortized Wam napomknę. Chłopaki jadą równo po twórczości swoich starszych kolegów po fachu, ze szczególnym uwzględnieniem Grave i Dismember. Muzyka ma – jak zwykle w takim przypadku – chropowate brzmienie, walcowate riffy i krztyna melodii tu i ówdzie. Choć przyznam się, że liczyłem na trochę mocniejsze pierdolnięcie, podczas gdy Blood Mortized zafundowało nam niemało zwolnień. A pośród nich są takie, które ładnie się wpasowały w muzykę, ale i takie które zamulają przekaz i po prostu nudzą… I jakby tytułowy klucz do mojego czarnego serduszka zamienia się w wytrych co najwyżej. Kurwa, no za mało dla mnie tu jebnięcia szpadlem grabarza w ryj, a za dużo kombinowania z wolnym tempem. Zasadniczo, mi się tutaj podoba dopiero jak kapela przypuści trochę szybszy atak na moje małżowiny, choć oczywiście jest to totalnie nieoryginalne. No ale mimo że dostajemy łupnia, to po chwili Blood Mortized znowu zwolni – męczą się czy co? No i przez to już nie wracam do tego albumu aż tak chętnie.
Więc, rzeknę tak – na rynku jest sporo albumów death metalowych, zwłaszcza obecnie. Jeśli ktoś kupuje wszystko co szwedzkie i death metalowe, wówczas okej. Jeśli jednak nie walicie sobie pod ten rejon tak geograficzny, jak i muzyczny, to odpuśćcie.
Ocena: 6,5/10
A tutaj po angielsku. Jak zwykle – na Old Death Metal Webzine.
Tracklist:



