Wydawca: Century Media Records
Fenomen Blood Incantation to jest coś oczywistego, szczególnie od wydania rewelacyjnego „Absolute Elsewhere”. I ja dałem się w końcu na niego złapać – nie ukrywam, że dwa pierwsze krążki lubię, ale dopiero trzecia płyta zmieniła mój światopogląd ich dotyczący. Z kolei totalnie nie podeszła mi „Timewave Zero”.
A teraz dostaliśmy album zespołu (w dyskografii wskazany jako czwarty, choć muzycy tak go nie postrzegają), który jest czymś bardzo podobnym pod względem muzycznym do tej właśnie EPki. Na „All Gates Open” dostajemy równą godzinę ambientowej podróży po kosmicznych oceanach. To muzyka bardzo spokojna, introwertyczna, wyciszająca. Rozlewające się plamy dźwięku, oparte w głównej mierze o syntezatory, muzykę organową i lekką psychodelię, są tu podstawą do soundtracku o powstawaniu „Absolute Elsewhere”, o ile dobrze zrozumiałem notkę promo. Nie znajdziecie tutaj natomiast niczego innego, ani krzty death metalu.
I ponownie mam z tą płytą ten problem, że ja nie jestem fanem takiego grania. Nie w ciągu dnia. Natomiast kilkukrotnie włączyłem sobie „All Gates Open” na słuchawkach przed snem i zadziałało idealnie – po kilkunastu minutach odpłynąłem. Dla mnie jest to główna zaleta tej muzyki – jest idealnym podkładem do snu lub czytania książki, bo nie odciąga Waszej uwagi od głównego zajęcia. Nie potrafię inaczej na nią patrzeć niż właśnie w ten sposób. Stąd też – nie wiem, czy mogę Wam polecić ten krążek z czystym sumieniem. Oczywiście, jeśli kręci Was takie granie – dajcie mu szansę. Ja sięgnąłem po niego właśnie z uwagi na poprzednie wydawnictwo, które chwyciło mnie za serce, ale głównie dzięki przenikaniu się świata brutalności i progresywnych pasaży. Na tym wydawnictwie z kolei ponownie raczej nie znajduję niczego, co wnosiłoby w moje życie. Choć ostatni utwór jest naprawdę bardzo fajny.
Blood Incantation | YouTube | Facebook | Instagram





